No więc mam zaszczyt przedstawienia pierwszego rozdziału mojego fanfiction z Lukiem Hemmingsem i Arianą Grande. Byłabym przeszczęśliwa gdybyś po przeczytaniu dodała komentarz lub chociaż skomentowała go jakoś na Twitterze z tagiem #13rules, bo długo pisałam ten rozdział i chciałabym wiedzieć jak wyszedł :)
dziękuję, xoxo
Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach napisz w komentarzu lub do mnie na Twitterze.
Ta historia zaczęła się tak, jak zaczęło się większość
rzeczy w moim życiu:
Od grania w Heroes III.
Dookoła mnie walały się puste pudełka po jedzeniu z McDonalda i opróżnione już puszki po Red Diet Mountain Dew. Była godzina jedenasta wieczorem, 5 marca, piątek; świętowałem weekend zdobyciem twierdzy mojego największego przeciwnika z królestwa Niebieskich.
Godność? Brak, przyjaciele? Prawdopodobnie robią to samo co ja, dziewictwo? Domyślcie się.
Nie, żebym był jakimś aspołecznym kujonem; po prostu po pięciu dniach harówki w Hollywood Arts (tak, tak, jestem jednym z tych niesamowitych hollywoodzkich dzieci) jestem zbyt zmęczony na to, żeby iść gdzieś i poimprezować. Poza tym moja mama w piątki nigdy nie może mnie zamęczać; pracuje jako opiekunka do dzieci tego typu bogatych ludzi, który wyrzuca nadmiar jedzenia i podciera się serwetkami przeplatanymi złotymi nićmi, a w piątki zajmuje się dziećmi szczególnie nadzianego małżeństwa. O dziwo, ogółem zarabia tyle że stać nas na wynajem malutkiego piętrowego domu na przedmieściach Los Angeles, i to od ośmiu lat.
Dokładnie o 23.16 zadzwonił mój telefon, terkocząc soundtrackiem z Piratów z Karaibów. Jęknąłem, bo był na parapecie okna, co oznaczało że muszę przerwać grę i zrobić ponad pięć kroków. Z drugiej strony zastanawiałam się kto by do mnie dzwonił o takiej godzinie (nie podejrzewałem o to Reda ani Noaha – ten pierwszy były zbyt zajęty graniem, a drugi na pewno spał). Zdecydowałem się na zatrzymanie gry i podejście do telefonu; zdziwiłem się, widząc numer zastrzeżony, mimo to odebrałem, lekceważąc wszelkie zasady dbania o swoje bezpieczeństwo (w wielu horrorach był motyw dzwonienia z zastrzeżonego, a potem mordowania ofiary, no nie?).
- Halo? – spytałem, modląc się żeby w słuchawce nie odezwał się nikt kto mógłby brzmieć na potencjalnego morderca.
- Luke Hemmings? – odezwał się w głośniku dziewczęcy, wysoki, spokojny głos. Nie brzmiał podejrzanie ale i tak się nieco bałem; każdy może być mordercą w tym chorym świecie.
- T-tak, to ja – odpowiedziałem, starając się nie brzmieć jakbym się bał. W moim życiu bałem się sporej ilości rzeczy; obwiniałem za to moich kuzynów z Wielkiej Brytanii, którzy włączali mi seriami najbardziej przerażające (i najobrzydliwsze) horrory jakie mogła wymyślić ludzkość.
- Wychodź z domu albo każę go natychmiast rozsadzić – warknął głos w telefonie. Zamarłem z przerażenia; miałem umrzeć nie oglądając drugiej części 21 Jump Street? Była to okrutna wizja, ale w głośniku ktoś parsknął śmiechem przerywając moje rozmyślanie i poinformował:
- Żartowałam. Nie myślałam że ktokolwiek by to wziął na serio. Poza tym, nikt nie zasługuje na to by umrzeć jako dziewica.
- Słucham?! – zdumiałem się; nawet nie wkurzyłem się na to że ktoś zadrwił z tego że jestem prawiczkiem, bo to akurat wszyscy wiedzieli. Nie, żebym był jakiś popularny.
- Kim ty jesteś? – spytałem spokojniej, nie dając po sobie poznać jak przestraszony jestem.
- Myślałam że nigdy nie zapytasz – odetchnął głos. – Cóż, jeśli chcesz wiedzieć, musisz wyjść z domu.
Popatrzyłem zdziwiony przez szparę w żaluzjach na ulicę, ale nikogo nie zobaczyłem. Głos dodał:
- Nie zaliczam patrzenia przez okno jako wyjścia z domu.
Gdybym pił Red Diet Mountain Dew pewnie a) zakrztusiłbym się, b) wylądowałoby na ścianie, bo bym je z zaskoczenia wypluł.
- Schodzisz? – spytał głos. – Przyrzekam, to będzie warte stracenia maksymalnie trzech godzin podczas których mógłbyś grać w Heroes III.
- Ju… Już schodzę – mruknąłem do telefonu.
- Dobrze, czekam – powiedział z zadowoleniem głos. – Czekam pod drzwiami. Pośpiesz się – po czym rozmowę rozłączono.
Zapisałem grę i wyłączyłem (nawet podczas największego zagrożenia mam głowę na karku) i wyłączyłem komputer, jednocześnie drugą ręką zapinając guzik dżinsów i wymyślając sobie od kretynów. Bo jak mogłabym być tak głupi? Niby kojarzyłem ten głos, ale może to złodziejka lub agentka mafii. Na wszelki wypadek wziąłem z kuchni największy nóż i ostrożnie otworzyłem drzwi.
Przede mną stała dziewczyna. I to nie byle jaka dziewczyna; to była Milla Evans, jedna z najpopularniejszych i najładniejszych dziewczyn w Hollywood Arts; miałem z nią zajęcia z aktorstwa. Teraz z nieukrywanym zdziwieniem patrzyła się na nóż, którzy trzymałem w ręce.
- Nóż? – spytała po chwili; całe zdziwienie jakby z niej wyparowało. – Miałeś zamiar mnie zadźgać?
- Nie, ja… - zacząłem, ale po chwili uświadomiłem sobie że moje wyjaśnienia by mnie tylko pogrążyły. – Nieważne. Zostawię go tu – westchnąłem, kładąc nóż na półce w hallu tuż koło drzwi.
- Okej – odpowiedziała niepewnie, ale po chwili znowu stała się spokojna. – Oh, właśnie, pewnie się zastanawiasz czemu tu jestem, i to tak późno.
- To chyba nie dziwne – mruknąłem. – Nawet nie wiedziałem że znasz moje imię.
- Tja, przepraszam za tą ignorancję – powiedziała Milla pogodnie i uśmiechnęła się do mnie lekko (powiedziałem że nie ma sprawy ale chyba nie dosłyszała). – Mam do ciebie sprawę.
- Do mnie? – zdziwiłem się. – Mówisz serio czy przegrałaś z kimś zakład?
Skrzyżowała ramiona na piersiach i popatrzyła na mnie z dołu; dosięgała mi zaledwie do klatki piersiowej, może przez to że nie miała szpilek tak jak zazwyczaj w szkole.
- Zacznijmy od tego, że się nie zakładam – zaczęła. – Poza tym, nie wykorzystuję ludzi od tak sobie. A po trzecie, miło by było gdybyś wsiadł do mojego auta, bo jest mi chłodno.
Skinąłem głową; wiedziałem że zachowuję się jak idiota, bo przecież znałem ją tylko z widzenia, ale coś kazało mi za nią iść (ludzie nazywają to zazwyczaj instynktem, ale teraz to było bardziej coś jak głupota).
Wsiedliśmy do jej auta, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy; nie było nawet zamknięte.
- To dlatego się śpieszyłam – wyjaśniła Milla. – Wiedziałam że niby się nic nie stanie, ale wiesz, stres zawsze jest.
- No tak – mruknąłem. Nie wiedziałem jak to jest; nie mieliśmy nawet samochodu rodzinnego, w przeciwieństwie do 90% ludzi w Los Angeles.
- No, w każdym razie – zaczęła Milla – Znasz mojego chłopaka Jamesa, prawda? – skinąłem głową. – No tak, uhm… prześladuje cię – powiedziała niezręcznie, ale kontynuowała. – Dowiedziałam się że mnie zdradza. I chcę mu dać nauczkę za to, co zrobił nie tylko mi, ale innym uczniom. Jest irytującym dupkiem i czas na jego karmę – uśmiechnęła się diabelsko, co kompletnie nie pasowało do jej uroczej twarzy.
- Jaki masz pomysł? – spytałem, nie będąc pewien czy w sumie chcę go usłyszeć.
- Cóż, zaraz będziemy realizować pierwszy punkt mojego planu – odparła tajemniczo, przekręcając klucz w stacyjce.
- Mogłabyś go skrócić? – spytałem nieśmiało. Milla nacisnęła pedał gazu i samochód ruszył.
- Mam zamiar uczynić z życia Jamesa koszmar – zaczęła wyjaśniać. - Zaczniemy go starym, klasycznym szantażem. Właśnie jedziemy do jego domu, gdzie wdrapiesz się z tyłu na dach i zrobisz zdjęcie jak on i ta okropna dziewczyna się pieprzą. Będziesz miał na to dokładnie trzy minuty, potem ja zadzwonię do drzwi i odciągnę od ciebie uwagę, bo James zejdzie na dół i mi na pewno otworzy, a tą dziewczynę ukryje w łazience koło pokoju na poddaszu. W tym czasie ty zbiegniesz na dół i uciekniesz tylnymi drzwiami, a dwie minuty później spotkamy się przy moim aucie. A potem będziemy mogli robić praktycznie wszystko, bo zagrozimy mu że jeżeli zgłosi to na policję fotki z tym porno znajdą się na poczcie mailowej szkoły do której zdaje, jego mamy i wszystkich jego znajomych. Za każdym razem gdy mu coś zrobimy, zranimy go mentalnie, zostawimy mu kartkę z zasadą bycia dobrym człowiekiem, przez to będzie bardziej filmowe. Ogółem będzie trzynaście takich akcji, a po nich James będzie kompletnie innym człowiekiem, lub po prostu będzie załamany nerwowo – zakończyła triumfalnie.
Popatrzyłem na nią w milczeniu.
- Wiem, jestem genialna – oświadczyła nieskromnie, uśmiechając się szeroko.
- W zasadzie, w twoim planie jest mnóstwo luk – mruknąłem.
- Naprawdę? Ja nie widzę żadnych – odpowiedziała spokojnie, patrząc na ulicę. Skręciła w tą długą uliczkę gdzie mieszkają najbogatsi ludzie.
- Po pierwsze, jego rodzice – zacząłem. – Po drugie, tam pewnie będą kamery. Po trzecie, nie jestem Spidermanem. A po ostatnie, skąd wiesz że tam akurat są? Nie jesteś jasnowidzem.
- Po pierwsze – odpowiedziała mi – jego rodzice są na bankiecie, razem z moimi. Po drugie, mam genialnego znajomego, który na dwanaście godzin wyłączył system wszelkich kamer na tej ulicy za niewielką opłatą. Po trzecie, bardzo łatwo tam wejść, ja i James często tam wchodziliśmy oglądać gwiazdy, i to wcale nie przez poddasze, bo chciałam trochę więcej emocji. A po czwarte, możesz uznać że mam szósty zmysł bo wiem że dokładnie tak będzie, ale możesz nazwać to też niesamowitą znajomością małego móżdżka Jamesa. Widzisz, ten plan jest pozbawiony jakiejkolwiek hamartii*.
- Dlaczego ty tego nie zrobisz? – spytałem cicho. – Sama? Czy tak nie będzie bezpieczniej?
- Wybrałam cię – odpowiedziała mi równie cicho i zatrzymała się koło krawężnika. – Wybrałam cię żebyś mi pomógł, bo jesteś dostatecznie inteligentny i przyjemny…
- Przyjemny? – przerwałem. – Naprawdę?
- Nie mogłam znaleźć słowa – przyznała Milla. – Jesteś, hm, pomysłowy. W każdym razie, byłaby z nas epicka drużyna, i moglibyśmy sprawić że James zostałby należycie ukarany… ta dziewczyna zresztą też. Prześladował cię przez ostatnie dwa lata – spojrzała na mnie nieśmiało. – Przepraszam, że nigdy nie reagowałam.
- Nie wiedziałem że ktoś w ogóle o tym wiedział – odpowiedziałem.
- Wiem bardzo dużo – odpowiedziała Milla i uśmiechnęła się. – To co, wchodzisz w to?
Popatrzyłem na nią z zastanowieniem. Patrzyła się na mnie tymi gigantycznymi oczami, a dołeczek w jej policzku był widoczny jeszcze bardziej niż wcześniej.
- A mam inny wybór niż się nie zgodzić? – spytałem, uśmiechając się.
Poklepała mnie po ramieniu.
- Wiedziałam że się zgodzisz.
- Co… - zacząłem.
- Shh – uciszyła mnie. – Nie czas na gadanie, bo właśnie wcielamy w życie mój Plan.
Wysiedliśmy z auta i popatrzyliśmy na ogromny, piękny, biały dom.
- Zadanie czas zacząć – wyszeptała Milla a ja wziąłem głęboki wdech.
*hamartia - skaza.
Od grania w Heroes III.
Dookoła mnie walały się puste pudełka po jedzeniu z McDonalda i opróżnione już puszki po Red Diet Mountain Dew. Była godzina jedenasta wieczorem, 5 marca, piątek; świętowałem weekend zdobyciem twierdzy mojego największego przeciwnika z królestwa Niebieskich.
Godność? Brak, przyjaciele? Prawdopodobnie robią to samo co ja, dziewictwo? Domyślcie się.
Nie, żebym był jakimś aspołecznym kujonem; po prostu po pięciu dniach harówki w Hollywood Arts (tak, tak, jestem jednym z tych niesamowitych hollywoodzkich dzieci) jestem zbyt zmęczony na to, żeby iść gdzieś i poimprezować. Poza tym moja mama w piątki nigdy nie może mnie zamęczać; pracuje jako opiekunka do dzieci tego typu bogatych ludzi, który wyrzuca nadmiar jedzenia i podciera się serwetkami przeplatanymi złotymi nićmi, a w piątki zajmuje się dziećmi szczególnie nadzianego małżeństwa. O dziwo, ogółem zarabia tyle że stać nas na wynajem malutkiego piętrowego domu na przedmieściach Los Angeles, i to od ośmiu lat.
Dokładnie o 23.16 zadzwonił mój telefon, terkocząc soundtrackiem z Piratów z Karaibów. Jęknąłem, bo był na parapecie okna, co oznaczało że muszę przerwać grę i zrobić ponad pięć kroków. Z drugiej strony zastanawiałam się kto by do mnie dzwonił o takiej godzinie (nie podejrzewałem o to Reda ani Noaha – ten pierwszy były zbyt zajęty graniem, a drugi na pewno spał). Zdecydowałem się na zatrzymanie gry i podejście do telefonu; zdziwiłem się, widząc numer zastrzeżony, mimo to odebrałem, lekceważąc wszelkie zasady dbania o swoje bezpieczeństwo (w wielu horrorach był motyw dzwonienia z zastrzeżonego, a potem mordowania ofiary, no nie?).
- Halo? – spytałem, modląc się żeby w słuchawce nie odezwał się nikt kto mógłby brzmieć na potencjalnego morderca.
- Luke Hemmings? – odezwał się w głośniku dziewczęcy, wysoki, spokojny głos. Nie brzmiał podejrzanie ale i tak się nieco bałem; każdy może być mordercą w tym chorym świecie.
- T-tak, to ja – odpowiedziałem, starając się nie brzmieć jakbym się bał. W moim życiu bałem się sporej ilości rzeczy; obwiniałem za to moich kuzynów z Wielkiej Brytanii, którzy włączali mi seriami najbardziej przerażające (i najobrzydliwsze) horrory jakie mogła wymyślić ludzkość.
- Wychodź z domu albo każę go natychmiast rozsadzić – warknął głos w telefonie. Zamarłem z przerażenia; miałem umrzeć nie oglądając drugiej części 21 Jump Street? Była to okrutna wizja, ale w głośniku ktoś parsknął śmiechem przerywając moje rozmyślanie i poinformował:
- Żartowałam. Nie myślałam że ktokolwiek by to wziął na serio. Poza tym, nikt nie zasługuje na to by umrzeć jako dziewica.
- Słucham?! – zdumiałem się; nawet nie wkurzyłem się na to że ktoś zadrwił z tego że jestem prawiczkiem, bo to akurat wszyscy wiedzieli. Nie, żebym był jakiś popularny.
- Kim ty jesteś? – spytałem spokojniej, nie dając po sobie poznać jak przestraszony jestem.
- Myślałam że nigdy nie zapytasz – odetchnął głos. – Cóż, jeśli chcesz wiedzieć, musisz wyjść z domu.
Popatrzyłem zdziwiony przez szparę w żaluzjach na ulicę, ale nikogo nie zobaczyłem. Głos dodał:
- Nie zaliczam patrzenia przez okno jako wyjścia z domu.
Gdybym pił Red Diet Mountain Dew pewnie a) zakrztusiłbym się, b) wylądowałoby na ścianie, bo bym je z zaskoczenia wypluł.
- Schodzisz? – spytał głos. – Przyrzekam, to będzie warte stracenia maksymalnie trzech godzin podczas których mógłbyś grać w Heroes III.
- Ju… Już schodzę – mruknąłem do telefonu.
- Dobrze, czekam – powiedział z zadowoleniem głos. – Czekam pod drzwiami. Pośpiesz się – po czym rozmowę rozłączono.
Zapisałem grę i wyłączyłem (nawet podczas największego zagrożenia mam głowę na karku) i wyłączyłem komputer, jednocześnie drugą ręką zapinając guzik dżinsów i wymyślając sobie od kretynów. Bo jak mogłabym być tak głupi? Niby kojarzyłem ten głos, ale może to złodziejka lub agentka mafii. Na wszelki wypadek wziąłem z kuchni największy nóż i ostrożnie otworzyłem drzwi.
Przede mną stała dziewczyna. I to nie byle jaka dziewczyna; to była Milla Evans, jedna z najpopularniejszych i najładniejszych dziewczyn w Hollywood Arts; miałem z nią zajęcia z aktorstwa. Teraz z nieukrywanym zdziwieniem patrzyła się na nóż, którzy trzymałem w ręce.
- Nóż? – spytała po chwili; całe zdziwienie jakby z niej wyparowało. – Miałeś zamiar mnie zadźgać?
- Nie, ja… - zacząłem, ale po chwili uświadomiłem sobie że moje wyjaśnienia by mnie tylko pogrążyły. – Nieważne. Zostawię go tu – westchnąłem, kładąc nóż na półce w hallu tuż koło drzwi.
- Okej – odpowiedziała niepewnie, ale po chwili znowu stała się spokojna. – Oh, właśnie, pewnie się zastanawiasz czemu tu jestem, i to tak późno.
- To chyba nie dziwne – mruknąłem. – Nawet nie wiedziałem że znasz moje imię.
- Tja, przepraszam za tą ignorancję – powiedziała Milla pogodnie i uśmiechnęła się do mnie lekko (powiedziałem że nie ma sprawy ale chyba nie dosłyszała). – Mam do ciebie sprawę.
- Do mnie? – zdziwiłem się. – Mówisz serio czy przegrałaś z kimś zakład?
Skrzyżowała ramiona na piersiach i popatrzyła na mnie z dołu; dosięgała mi zaledwie do klatki piersiowej, może przez to że nie miała szpilek tak jak zazwyczaj w szkole.
- Zacznijmy od tego, że się nie zakładam – zaczęła. – Poza tym, nie wykorzystuję ludzi od tak sobie. A po trzecie, miło by było gdybyś wsiadł do mojego auta, bo jest mi chłodno.
Skinąłem głową; wiedziałem że zachowuję się jak idiota, bo przecież znałem ją tylko z widzenia, ale coś kazało mi za nią iść (ludzie nazywają to zazwyczaj instynktem, ale teraz to było bardziej coś jak głupota).
Wsiedliśmy do jej auta, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy; nie było nawet zamknięte.
- To dlatego się śpieszyłam – wyjaśniła Milla. – Wiedziałam że niby się nic nie stanie, ale wiesz, stres zawsze jest.
- No tak – mruknąłem. Nie wiedziałem jak to jest; nie mieliśmy nawet samochodu rodzinnego, w przeciwieństwie do 90% ludzi w Los Angeles.
- No, w każdym razie – zaczęła Milla – Znasz mojego chłopaka Jamesa, prawda? – skinąłem głową. – No tak, uhm… prześladuje cię – powiedziała niezręcznie, ale kontynuowała. – Dowiedziałam się że mnie zdradza. I chcę mu dać nauczkę za to, co zrobił nie tylko mi, ale innym uczniom. Jest irytującym dupkiem i czas na jego karmę – uśmiechnęła się diabelsko, co kompletnie nie pasowało do jej uroczej twarzy.
- Jaki masz pomysł? – spytałem, nie będąc pewien czy w sumie chcę go usłyszeć.
- Cóż, zaraz będziemy realizować pierwszy punkt mojego planu – odparła tajemniczo, przekręcając klucz w stacyjce.
- Mogłabyś go skrócić? – spytałem nieśmiało. Milla nacisnęła pedał gazu i samochód ruszył.
- Mam zamiar uczynić z życia Jamesa koszmar – zaczęła wyjaśniać. - Zaczniemy go starym, klasycznym szantażem. Właśnie jedziemy do jego domu, gdzie wdrapiesz się z tyłu na dach i zrobisz zdjęcie jak on i ta okropna dziewczyna się pieprzą. Będziesz miał na to dokładnie trzy minuty, potem ja zadzwonię do drzwi i odciągnę od ciebie uwagę, bo James zejdzie na dół i mi na pewno otworzy, a tą dziewczynę ukryje w łazience koło pokoju na poddaszu. W tym czasie ty zbiegniesz na dół i uciekniesz tylnymi drzwiami, a dwie minuty później spotkamy się przy moim aucie. A potem będziemy mogli robić praktycznie wszystko, bo zagrozimy mu że jeżeli zgłosi to na policję fotki z tym porno znajdą się na poczcie mailowej szkoły do której zdaje, jego mamy i wszystkich jego znajomych. Za każdym razem gdy mu coś zrobimy, zranimy go mentalnie, zostawimy mu kartkę z zasadą bycia dobrym człowiekiem, przez to będzie bardziej filmowe. Ogółem będzie trzynaście takich akcji, a po nich James będzie kompletnie innym człowiekiem, lub po prostu będzie załamany nerwowo – zakończyła triumfalnie.
Popatrzyłem na nią w milczeniu.
- Wiem, jestem genialna – oświadczyła nieskromnie, uśmiechając się szeroko.
- W zasadzie, w twoim planie jest mnóstwo luk – mruknąłem.
- Naprawdę? Ja nie widzę żadnych – odpowiedziała spokojnie, patrząc na ulicę. Skręciła w tą długą uliczkę gdzie mieszkają najbogatsi ludzie.
- Po pierwsze, jego rodzice – zacząłem. – Po drugie, tam pewnie będą kamery. Po trzecie, nie jestem Spidermanem. A po ostatnie, skąd wiesz że tam akurat są? Nie jesteś jasnowidzem.
- Po pierwsze – odpowiedziała mi – jego rodzice są na bankiecie, razem z moimi. Po drugie, mam genialnego znajomego, który na dwanaście godzin wyłączył system wszelkich kamer na tej ulicy za niewielką opłatą. Po trzecie, bardzo łatwo tam wejść, ja i James często tam wchodziliśmy oglądać gwiazdy, i to wcale nie przez poddasze, bo chciałam trochę więcej emocji. A po czwarte, możesz uznać że mam szósty zmysł bo wiem że dokładnie tak będzie, ale możesz nazwać to też niesamowitą znajomością małego móżdżka Jamesa. Widzisz, ten plan jest pozbawiony jakiejkolwiek hamartii*.
- Dlaczego ty tego nie zrobisz? – spytałem cicho. – Sama? Czy tak nie będzie bezpieczniej?
- Wybrałam cię – odpowiedziała mi równie cicho i zatrzymała się koło krawężnika. – Wybrałam cię żebyś mi pomógł, bo jesteś dostatecznie inteligentny i przyjemny…
- Przyjemny? – przerwałem. – Naprawdę?
- Nie mogłam znaleźć słowa – przyznała Milla. – Jesteś, hm, pomysłowy. W każdym razie, byłaby z nas epicka drużyna, i moglibyśmy sprawić że James zostałby należycie ukarany… ta dziewczyna zresztą też. Prześladował cię przez ostatnie dwa lata – spojrzała na mnie nieśmiało. – Przepraszam, że nigdy nie reagowałam.
- Nie wiedziałem że ktoś w ogóle o tym wiedział – odpowiedziałem.
- Wiem bardzo dużo – odpowiedziała Milla i uśmiechnęła się. – To co, wchodzisz w to?
Popatrzyłem na nią z zastanowieniem. Patrzyła się na mnie tymi gigantycznymi oczami, a dołeczek w jej policzku był widoczny jeszcze bardziej niż wcześniej.
- A mam inny wybór niż się nie zgodzić? – spytałem, uśmiechając się.
Poklepała mnie po ramieniu.
- Wiedziałam że się zgodzisz.
- Co… - zacząłem.
- Shh – uciszyła mnie. – Nie czas na gadanie, bo właśnie wcielamy w życie mój Plan.
Wysiedliśmy z auta i popatrzyliśmy na ogromny, piękny, biały dom.
- Zadanie czas zacząć – wyszeptała Milla a ja wziąłem głęboki wdech.
*hamartia - skaza.





