niedziela, 24 sierpnia 2014

2 rozdział



 OMG NIESAMOWITE DODAJĘ JUŻ DRUGI ROZDZIAŁ
przepraszam że tak długo czekaliście, miałam mnóstwo rzeczy do roboty  nie no, tak naprawdę po prostu mi się nie chciało
mam nadzieję że nie uśniecie w połowie, bo jest taki długi że nie wiem czemu tego nie podzieliłam na dwa rozdziały lol
+ CZYTASZ = KOMENTUJESZ więc możecie po przeczytaniu napisać komentarz na dole? to naprawdę jest dla mnie super ekstra niesamowicie ważne. no i usunęłam tą kretyńską weryfikację obrazkową więc teraz zajmie Wam to tylko moment, yay! (+ dziękuję za komentarze pod tamtym rozdziałem, jesteście świetni)
oh okay piszę naprawdę za dużo jak na to że ma to być notka autora, przepraszam
więc: miłego czytania, oby Wam się spodobało :)
// @yeezusbutera 
ps.: dodałam nowego bohatera i zmieniłam postać Jamesa (to chyba nie problem bo na razie był tylko wspomniany, c'nie?) więc zachęcam do tego żeby ich zobaczyć w zakładce 'bohaterowie' xx
 
   - No więc... stoimy – powiedziałem, drapiąc się po szyi.
- Nie da się zaprzeczyć – przyznała Milla, patrząc na okazały dom Sixów. – Może już zaczniemy realizować nasz plan.
- To za moment – poprosiłem, a po mojej głowie przemknęła głupia myśl że gdybym był kobietą to pewnie zacząłbym się z nerwów teraz pocić pod cyckami.
- Chcesz wody? – spytała, patrząc na mnie z dołu.
- Poproszę – mruknąłem, a ona wyciągnęła z torebki butelkę wody i jakieś małe dziwne urządzenie, mówiąc:
- Wiedziałam że będziesz chciał. Wyglądasz na przerażonego. Wiesz że woda zmywa strach?
- Tylko że ja się chcę napić, a nie przemywać sobie nią twarz – burknąłem, gdy mi ją podała. Była nieodkręcona (zwracam uwagę na higienę i brzydzę się pić po kimś) więc po odkręceniu zacząłem pić. – Co to jest? – spytałem po paru łykach, wskazując na urządzenie w jej dłoni.
- To, mój drogi – powiedziała przemądrzałym tonem – jest mini aparat. Robi się tym zdjęcia, które potem możesz na przykład wydrukować. To niesamowite jak technologia szybko idzie do przodu, prawda? – dodała, udając podniecenie.
- Nie musisz być sarkastyczna, po prostu nie widziałem.
- Wybacz. Moje motto to „siedemdziesiąt procent sarkazmu w rozmowach lub dzień stracony”.
- Nie możesz mówić z sarkazmem do kogoś innego kto nie jest mną?
- Używam go tylko dla moich ulubionych osób, które są w miarę inteligentne żeby go wyłapać – uśmiechnąłem się gdy to powiedziała – no i dla tych kretynów z których się mogę ponabijać bo są tępi i go nie zrozumieją.
- Domyślam się że zaliczasz mnie do pierwszej grupy?
- Jesteś pomiędzy – powiedziała poważnie, po czym podała mi aparat (a dokładniej, wcisnęła mi go do prawej kieszeni spodni, na tyłku). – A teraz jeśli chcesz awansować musisz wziąć się w garść i tam pójść.
   Czując przypływ niebywałego heroizmu zrobiłem trzy kroki a potem zatrzymałem się nie umiejąc ruszyć się dalej.
- Cholera, Hemmings – Milla prychnęła jak wściekła kotka i zaczęła mnie popychać przez idealnie zadbany trawnik Sixów, niesamowicie przy tym klnąc i dysząc. Zatrzymała się w połowie drogi na tył domu i wyszeptała wkurzona:
- Dobra, blondasku, teraz weźmiesz szybko swój zgrabny tyłek na tył tego domu i zaczniesz wspinać się na dach, bo zaraz zacznę odliczać trzy minuty do mojego wkroczenia do akcji. Aha, i zrób jeszcze dodatkowe zbliżenie na twarz tej zdziry, może ją znam – dokończyła słodkim głosem.
   Stęknąłem ciężko.
   - Wiem że dasz radę – uśmiechnęła się lekko Milla i popchnęła mnie lekko. – Za 20 sekund zacznę odliczać do 3 minut a potem zapukam do drzwi, więc się pośpiesz.
- D... dobra – mruknąłem niepewnie i skierowałem się powoli za dom Sixów.
   Stanąłem patrząc w górę, oceniając gdzie najlepiej zacząć się wdrapywać. Zadecydowałem się zacząć od wejścia na parapet, wyciągając nogę do góry żeby zaczepić się dostatecznie o balkon. Usłyszałem rozdzierający się materiał dżinsu na moim tyłku i przysiągłem sobie że po całej tej sprawie upewnię się że Milla mi je odkupi.
   Dalej poszło całkiem gładko (poza dalszym pogłębieniem się rozprucia na tyłku); dzięki Bogu dach pokryty był płytkami wystającymi na tyle, że mogłem o nie swobodnie zaczepić palce. Chciałem na chwilę usiąść ale przypomniało mi się o limicie czasowym, więc ostrożnie „przeszedłem” do okna (jeśli można tak nazwać przesuwanie się tyłkiem po płytkach dachowych – mimo wszystko zbyt się bałem że spadnę).
- Jestem Spidermanem. Jestem Spidermanem – powtarzałem do siebie, mając nadzieję że dzięki temu uwierzę w siebie i nie spadnę. Popatrzyłem w lewo i – dzięki Bogu – zobaczyłem że okno jest jakiś metr ode mnie.
   Przesunąłem się jeszcze trochę – oczywiście cały czas większy nacisk był na lewy pośladek, żeby nie zmiażdżyć aparatu, działałem jak prawdziwy profesjonalista – i zmieniłem pozycję na klęczenie, jedną ręką wyciągając aparat a drugą trzymając się ramy okna. Na szczęście, tak jak przewidziała Milla, było otwarte, więc nie było problemu z ucieczką.
   - O fuj – jęknąłem cicho do siebie wychylając się trochę, żeby zobaczyć scenę która się tam odgrywała. Przez chwilę pomyślałem że to może dlatego że uważam to za obrzydliwe jestem dalej prawiczkiem, ale... o Boże, to było obrzydliwe.
- O BOŻE, MOCNIEJ JAMES – wrzasnęła dziewczyna której nie mogłem zobaczyć, bo byłem za mało wychylony.
- Myśl o Ludzkiej Stonodze*, Hemmings - powiedziałem do siebie, uznając że inne ohydne obrazy sprawią że przestanę myśleć o tym jakiej aktywności fizycznej muszę zrobić zdjęcie.
   Włączyłem aparat i w tym samym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi. Zakląłem pod nosem i ignorując wstręt popatrzyłem tam jeszcze raz i szybko zrobiłem zdjęcie – oboje dalej byli nadzy, ale teraz James szybko się ubierał, jednocześnie wpychając blondynkę do łazienki, („właź tam, to mogą być przecież moi rodzice!”) tak jak Milla zaplanowała. Zrobiłem kolejne zdjęcie, ale za wolno – uchwyciło tylko fragment jej włosów, mimo to miałem nadzieję że Milla może ją skojarzy. James zamknął drzwi od łazienki od zewnątrz na klucz i wybiegł z pokoju, a ja wsadziłem aparat z powrotem do kieszeni i delikatnie zawiesiłem się rękami po obu stronach framugi i wskoczyłem do środka.
   Oczywiście moja ciotowatość nie pozwoliła mi wylądować z gracją, jak Edward ze ‘Zmierzchu’ czy coś, tylko wyrąbałem się kolanem w podłogę.
- Kurna – westchnąłem, czując że będę miał siniaka.
- James?! – krzyknęła dziewczyna z łazienki.
   Chciałem odkrzyknąć „nie” ale uświadomiłem sobie jak idiotyczne by to było, więc delikatnie wymknąłem się z pokoju i stojąc na szczycie schodów usłyszałem fragment rozmowy, przerywając szlochami Milli.
- Wziął i zdechł – wyjęczała tonem pełnym agonii, a mi zachciało się śmiać. Zszedłem cicho na dół i wychyliłem się żeby zobaczyć gdzie są te tylne drzwi i zobaczyłem Millę na kanapie, płaczącą nad ramieniem Jamesa. Na szczęście siedzieli tak, że ona mnie widziała, a on był tyłem – mrugnęła do mnie i przytuliła Jamesa mocniej, palcem wskazującym pokazując drzwi na ukos od niej.
- Bardzo mi przykro skarbie – powiedział tak, że mógłbym nawet pomyśleć że mówi to szczerze gdyby 2 minuty temu nie robił z tamtą dziewczyną tego co robił.
   Wolno przeszedłem do tylnych drzwi i pociągnąłem za klamkę.
   Drzwi się nie otworzyły.
   Szarpnąłem za klamkę mocniej. Drzwi nie drgnęły.
   Kurwa.
   Popatrzyłem spanikowany na Millę, a ona pokazała mi ruchem głowy główne drzwi w hallu, do którego wejście było parę metrów za kanapą... z tym że po drugiej stronie.
   Poruszyła ustami i wyczytałem z tego „poczekaj” (jedna z niewielu rzeczy które naprawdę umiałem robić). Po chwili wskazała palcem na schody, więc szybko się na nie skierowałem, wychylając się tak żeby dalej widzieć całą sytuację. Chwilę ciszy przerwał James:
- Misiu? – spytał uprzejmie.
- Tak? – Milla powróciła do płaczliwego tonu.
- Czy to że pies twojej cioci zdechł to jedyny powód dla którego przejechałaś 30 kilometrów od twojego domu do mojego chwilę przed dwunastą, kochanie?
- Bo myślałam że zrozumiesz! – chlipnęła i „rozpłakała” się ponownie.
- Och, nie płacz skarbusiu – szepnął (już miałem ochotę rzygać słysząc kolejne zdrobnienia w każdym zdaniu). – Chodź do kuchni i zrobimy ci kakao, a potem pojedziesz do siebie, dobrze?
   Widziałem jak Milla się rozpromienia.
   - O tak, świetnie się składa – powiedziała z zadowoleniem.
- Co mówisz pysiaczku? – zdziwił się James.
   Dziewczyna zaczęła gwałtownie kaszleć i po półminutowym ataku (brzmiało jakby miała zaawansowany stopień gruźlicy) oznajmiła:
- Przepraszam Jamie, strasznie boli mnie głowa i mówię dziwne rzeczy.
- Och – powiedział on nieprzekonanym tonem. – Może już pójdziemy zrobić to kakao.
- Mhm – szepnęła Milla powracając do tonu konającej staruszki.
   Kiedy wyszli z salonu do hallu i usłyszałem jak James grzebie w szafkach, opuściłem ‘kryjówkę’ i pobiegłem do głównych drzwi, te otwierając bez problemu. Zamknąłem je cicho za sobą i pobiegłem do samochodu Milli, od razu siadając z przodu po stronie pasażera (dla sprostowania mówię, że ma białego cabrioleta porsche). Po pięciu minutach czekania wreszcie przybiegła ze zdegustowanym wyrazem twarzy. Odgarnęła włosy do tyłu ruchem Beyonce i usiadła na miejscu kierowcy, mówiąc:
- Wybacz. On ma jakieś ssawki w twarzy. Myślałam że chce mnie pocałować w policzek a ten kretyn zassał mnie jakby był odkurzaczem i trochę to zajęło zanim się odczepił.
- Nie ma sprawy – bąknąłem.
- A co z tobą? Masz zdjęcia? – spytała, przybliżając się do mnie.
- Tak, jasne, są tu – podałem jej aparat a ona włączyła przeglądarkę zdjęć.
- Obrzydliwe – uznała, patrząc na zdjęcie na którym oboje byli nadzy. – W dodatku nie kojarzę tej dziewczyny. Ale ma dość charakterystyczne włosy, może mój przyjaciel ją pozna. On zna wszystkich.
   Przekręciła kluczyki i ruszyliśmy z powrotem.
- No... i co teraz? – spytałem niepewnie. Popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Jeszcze nie łapiesz? Teraz możemy wszystko. Możemy go anonimowo tym szantażować a on nigdy nie dowie się że to my, bo kto by podejrzewał jego kochającą dziewczynę i faceta który jest przez niego prześladowany? – uśmiechnęła się. – Możemy zniszczyć mu życie. Możemy zniszczyć zaufanie jego rodziców do niego. Możemy... możemy mu nawet wlać kilkanaście litrów maślanki do auta! – powiedziała z zachwytem, jakby pomysł z maślanką miał uratować jej życie. – Wpadnij do mnie jutro... to znaczy, dzisiaj, jest po dwunastej... rano, wszystko uzgodnimy, okay? Na tą dziewczynę też musimy coś wymyślić, nauczy się że z zajętymi chłopcami się nie pieprzy – powiedziała z zadowoleniem i jej samochód stanął. – No, jesteśmy przed twoim domem. Czemu nic nie mówisz?
- Ja... – odchrząknąłem, myśląc o tym w co do cholery się wpakowałem. – Okay, będę rano.
- To świetnie – uśmiechnęła się ponownie i napisała mi na ręce swój adres. – Och, i Luke? – zawołała za mną gdy wyszedłem z jej auta i byłem już pod drzwiami. Odwróciłem się, a ona wysiadła z samochodu, podbiegła do mnie i stając na palcach pocałowała mnie w policzek.
- Dziękuję bardzo – szepnęła i poszła z powrotem do auta, a ja stałem jeszcze chwilę jak kretyn z ręką na tym policzku.
*
   Obudziłem się niedługo później przez dźwięki odkurzacza i już miałem włączyć Limp Bizkit na głośnikach (mój protest do mamy wobec odkurzania o szóstej rano, i to w sobotę) ale wtedy zobaczyłem na zegarze ściennym nad biurkiem godzinę jedenastą.
   - Cholera – mruknąłem do siebie głośno. Obiecałem przecież Milli że wpadnę do niej rano a znając ją (pół dnia, ale jednak) to jedenasta była dla niej wczesnym wieczorem czy coś, a ja obecnie wyglądałem jak nastoletni menel.
   Pobiegłem do łazienki z ciuchami w ręce i umyłem się tak szybko jak mogłem (zajęło mi to tylko 3 piosenki Green Day). Uznając że nie mam czasu na umycie i stylizację włosów wciągnąłem beanie na głowę i zbiegłem po schodach na dół.
   Moja mama zobaczyła jak przebiegam koło salonu i wyłączając odkurzacz spytała:
- Dokąd to się wybierasz, młodzieńcze?
   Rozśmieszył mnie jej dobór słów. „Jak w średniowieczu” pomyślałem z kpiną i powiedziałem:
- O piękna niewiasto którą zwykłem zować moją matką, wybieram się do mojej damy serca.
- Co ty gadasz? – zaniepokoiła się mama i podeszła do mnie. – Brałeś coś?
- Próbowałem dopasować się językiem do ciebie, mamo.
- Jesteś dziwnym dzieckiem, Lucas.
- Nie zaprzeczam.
- Naprawdę wybierasz się do jakiejś dziewczyny?
- No... tak – odpowiedziałem ostrożnie.
   Mama rozpromieniła się.
- Jestem z ciebie dumna. Dokonałeś tego. I to przed moją emeryturą!
- Mamo, przecież pracujesz jako opiekunka. Ty nie masz emerytury.
- No właśnie.
   Tym wesołym akcentem mama mnie pożegnała (jak to dobrze wiedzieć że nawet twój rodzic ma cię za frajera który nie będzie miał swojej ‘drugiej połowy’), więc wyszedłem z domu nieco obrażony.
   Na szczęście, Milla mieszkała bardzo blisko; wystarczyły jakieś cztery piosenki All Time Low żebym doszedł do jej domu, jasnoniebieskiego sporego budynku z zadbanym podwórkiem i białą werandą. Przeszedłem pewnie przez furtkę i stanąłem pod drzwiami, po czym zastukałem kołatką.
   Przez chwilę panowała absolutna cisza. Zastukałem jeszcze raz kołatką i ktoś po drugiej stronie ryknął:
- Czego?!
- T... to Luke Hemmings, jestem kolegą Milli. – odpowiedziałem niepewnie. Nie mogłem pomylić tego adresu. Błagam, żeby to nie był tylko żaden psychopata.
   Drzwi otworzyły się przede mną, a na progu stał gigantyczny (wyższy ode mnie, a z moim metrem dziewięćdziesiąt zdarzało się to naprawdę rzadko) facet, z piwnym brzuszkiem i czarnymi prostymi włosami za ramiona. W jednej ręce trzymał siekierę.
   „Boże, czyli to jednak psychopata” pomyślałem słabo.
- Chcesz czegoś od mojej księżniczki? – warknął i położył mi swoją wielką rękę (na szczęście, tą bez siekiery) na ramieniu („TO NIE JEST GENETYCZNIE MOŻLIWE ŻEBY TO BYŁ PRAWDZIWY OJCIEC MILLI”).
- Ja... uhm, przepraszam, ja tylko... – zacząłem się jąkać a on popatrzył na mnie nienawistym spojrzeniem i podniósł drugą dłoń, wbijając siekierę we framugę drzwi.
   Miałem wrażenie ze zemdleję ale wtedy on zaczął się śmiać. I to nawet nie jakimś psychopatycznym/dziwnym/pedofilskim/pijackim śmiechem, tylko przyjaźnie. Popatrzyłem na niego zdziwiony.
- Wybacz – zachichotał, trzymając się za brzuch. – Słowo daję, za każdym razem robi się to coraz zabawniejsze. A – otrząsnął się patrząc na moją minę i szeroko się uśmiechnął. – To taki mój żarcik wobec wszystkich chłopców odwiedzających Millę – wyjaśnił i znów zachichotał – Nieźle się trzymałeś, ale wyglądałeś jakbyś miał zejść na zawał gdy walnąłem tą siekierę.
   Zaczął ponownie rechotać więc postanowiem nie przerywać jego sesji radości; strasznie głupio poczułem się z tym, że się nabrałem.
   - Papo? – zawołał ktoś i z ulgą rozpoznałem głos Milli. – Ktoś do mnie?
- Tak, skarbie, wpuścić? Podaje się za jakiegoś Luke’a Hammingsa?
- W zasadzie, to Hemmings – sprostowałem.
- A, przepraszam młody – mruknął i puścił do mnie oko. – Znaczy się Luke Himmings. To wpuszczać?
- Tak! Niech przyjdzie od razu bo jesteśmy zajęci.
   „Czyli jej przyjaciel już tam jest” pomyślałem z niechęcią i uśmiechnąłem się do ojca Milli, który królewskim gestem zaprosił mnie do środka.
- Ostatnie drzwi po lewej na piętrze – powiedział głębokim basem i dodał:
- A, i jestem Mark Evans, tata Milli, ale możesz mi mówić po prostu Mark. Albo Robert Trujillo** - zachichotał.
    Zaśmiałem się uprzejmie i skierowałem się na górę, pukając w drzwi do pokoju Milli i słysząc „proszę!” wszedłem do środka.
    Spodziewałem się że jej pokój będzie wyglądać trochę inaczej; że będzie wielki, w jakieś dziewczęce zielenie, róże i tak dalej, a tymczasem ograniczał się tylko do białego, czarnego i fioletowego koloru. Poza tym był dość mały; obok drzwi stał duży czarny kredens, zapełniony książkami i  fotografiami. Po lewej stronie, jakiś metr od szafy, stało białe biurko zapełnione rysunkami i jakimiś kolorowymi karteczkami. Naprzeciwko drzwi było okno, a pod oknem stało łóżko z czarną narzutą. Leżał na nim jakiś chłopak z ciemniejszym kolorem skóry (zwłaszcza w porównaniu do mojego) i czarnymi włosami.
- Hej, Luke – przywitała się Milla która opierała się nad biurkiem, z zastanowieniem patrząc na rysunki; nawet nie podniosła głowy. – Luke, poznaj tego leżącego na łóżku, to Calum Hood. Calum, to Luke Hemmings.
   Podaliśmy sobie dłonie z Calumem, który przesunął się żeby zrobić miejsce. Usiadłem koło niego, a wtedy Milla odwróciła się do nas wyciągając jakąś tablicę korkową z poprzypinanymi kartkami, zdjęciami z Jamesem i tą dziewczyną która z nim była, i napisem „13 zasad”.
- Czas żebyś poznał nasz plan, Lucas – powiedziała z zadowoleniem w głosie i podała mi tablicę.

* 'Ludzka Stonoga' - obrzydliwy horror w którym psychopatyczny Niemiec łączy głowy jednych ludzi z tyłkami drugich, polecam
**Robert Trujillo - taki basista z Metalliki (opis taty Milli był oparty na jego wyglądzie).
 

czwartek, 31 lipca 2014

1 rozdział



No więc mam zaszczyt przedstawienia pierwszego rozdziału mojego fanfiction z Lukiem Hemmingsem i Arianą Grande. Byłabym przeszczęśliwa gdybyś po przeczytaniu dodała komentarz lub chociaż skomentowała go jakoś na Twitterze z tagiem #13rules, bo długo pisałam ten rozdział i chciałabym wiedzieć jak wyszedł :)
dziękuję, xoxo
Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach napisz w komentarzu lub do mnie na Twitterze.
 
Ta historia zaczęła się tak, jak zaczęło się większość rzeczy w moim życiu:
Od grania w Heroes III.
Dookoła mnie walały się puste pudełka po jedzeniu z McDonalda i opróżnione już puszki po Red Diet Mountain Dew. Była godzina jedenasta wieczorem, 5 marca, piątek; świętowałem weekend zdobyciem twierdzy mojego największego przeciwnika z królestwa Niebieskich.
Godność? Brak, przyjaciele? Prawdopodobnie robią to samo co ja, dziewictwo? Domyślcie się.
Nie, żebym był jakimś aspołecznym kujonem; po prostu po pięciu dniach harówki w Hollywood Arts (tak, tak, jestem jednym z tych niesamowitych hollywoodzkich dzieci) jestem zbyt zmęczony na to, żeby iść gdzieś i poimprezować. Poza tym moja mama w piątki nigdy nie może mnie zamęczać; pracuje jako opiekunka do dzieci tego typu bogatych ludzi, który wyrzuca nadmiar jedzenia i podciera się serwetkami przeplatanymi złotymi nićmi, a w piątki zajmuje się dziećmi szczególnie nadzianego małżeństwa. O dziwo, ogółem zarabia tyle że stać nas na wynajem malutkiego piętrowego domu na przedmieściach Los Angeles, i to od ośmiu lat.
Dokładnie o 23.16 zadzwonił mój telefon, terkocząc soundtrackiem z Piratów z Karaibów. Jęknąłem, bo był na parapecie okna, co oznaczało że muszę przerwać grę i zrobić ponad pięć kroków. Z drugiej strony zastanawiałam się kto by do mnie dzwonił o takiej godzinie (nie podejrzewałem o to Reda ani Noaha – ten pierwszy były zbyt zajęty graniem, a drugi na pewno spał). Zdecydowałem się na zatrzymanie gry i podejście do telefonu; zdziwiłem się, widząc numer zastrzeżony, mimo to odebrałem, lekceważąc wszelkie zasady dbania o swoje bezpieczeństwo (w wielu horrorach był motyw dzwonienia z zastrzeżonego, a potem mordowania ofiary, no nie?).
- Halo? – spytałem, modląc się żeby w słuchawce nie odezwał się nikt kto mógłby brzmieć na potencjalnego morderca.
- Luke Hemmings? – odezwał się w głośniku dziewczęcy, wysoki, spokojny głos. Nie brzmiał podejrzanie ale i tak się nieco bałem; każdy może być mordercą w tym chorym świecie.
- T-tak, to ja – odpowiedziałem, starając się nie brzmieć jakbym się bał. W moim życiu bałem się sporej ilości rzeczy; obwiniałem za to moich kuzynów z Wielkiej Brytanii, którzy włączali mi seriami najbardziej przerażające (i najobrzydliwsze) horrory jakie mogła wymyślić ludzkość.
- Wychodź z domu albo każę go natychmiast rozsadzić – warknął głos w telefonie. Zamarłem z przerażenia; miałem umrzeć nie oglądając drugiej części 21 Jump Street? Była to okrutna wizja, ale w głośniku ktoś parsknął śmiechem przerywając moje rozmyślanie i poinformował:
- Żartowałam. Nie myślałam że ktokolwiek by to wziął na serio. Poza tym, nikt nie zasługuje na to by umrzeć jako dziewica.
- Słucham?! – zdumiałem się; nawet nie wkurzyłem się na to że ktoś zadrwił z tego że jestem prawiczkiem, bo to akurat wszyscy wiedzieli. Nie, żebym był jakiś popularny.
- Kim ty jesteś? – spytałem spokojniej, nie dając po sobie poznać jak przestraszony jestem.
- Myślałam że nigdy nie zapytasz – odetchnął głos. – Cóż, jeśli chcesz wiedzieć, musisz wyjść z domu.
Popatrzyłem zdziwiony przez szparę w żaluzjach na ulicę, ale nikogo nie zobaczyłem. Głos dodał:
- Nie zaliczam patrzenia przez okno jako wyjścia z domu.
Gdybym pił Red Diet Mountain Dew pewnie a) zakrztusiłbym się, b) wylądowałoby na ścianie, bo bym je z zaskoczenia wypluł.
- Schodzisz? – spytał głos. – Przyrzekam, to będzie warte stracenia maksymalnie trzech godzin podczas których mógłbyś grać w Heroes III.
- Ju… Już schodzę – mruknąłem do telefonu.
- Dobrze, czekam – powiedział z zadowoleniem głos. – Czekam pod drzwiami. Pośpiesz się – po czym rozmowę rozłączono.
Zapisałem grę i wyłączyłem (nawet podczas największego zagrożenia mam głowę na karku) i wyłączyłem komputer, jednocześnie drugą ręką zapinając guzik dżinsów i wymyślając sobie od kretynów. Bo jak mogłabym być tak głupi? Niby kojarzyłem ten głos, ale może to złodziejka lub agentka mafii. Na wszelki wypadek wziąłem z kuchni największy nóż i ostrożnie otworzyłem drzwi.
   Przede mną stała dziewczyna. I to nie byle jaka dziewczyna; to była Milla Evans, jedna z najpopularniejszych i najładniejszych dziewczyn w Hollywood Arts; miałem z nią zajęcia z aktorstwa. Teraz z nieukrywanym zdziwieniem patrzyła się na nóż, którzy trzymałem w ręce.
- Nóż? – spytała po chwili; całe zdziwienie jakby z niej wyparowało. – Miałeś zamiar mnie zadźgać?
- Nie, ja… - zacząłem, ale po chwili uświadomiłem sobie że moje wyjaśnienia by mnie tylko pogrążyły. – Nieważne. Zostawię go tu – westchnąłem, kładąc nóż na półce w hallu tuż koło drzwi.
- Okej – odpowiedziała niepewnie, ale po chwili znowu stała się spokojna. – Oh, właśnie, pewnie się zastanawiasz czemu tu jestem, i to tak późno.
- To chyba nie dziwne – mruknąłem. – Nawet nie wiedziałem że znasz moje imię.
- Tja, przepraszam za tą ignorancję – powiedziała Milla pogodnie i uśmiechnęła się do mnie lekko (powiedziałem że nie ma sprawy ale chyba nie dosłyszała). – Mam do ciebie sprawę.
- Do mnie? – zdziwiłem się. – Mówisz serio czy przegrałaś z kimś zakład?
Skrzyżowała ramiona na piersiach i popatrzyła na mnie z dołu; dosięgała mi zaledwie do klatki piersiowej, może przez to że nie miała szpilek tak jak zazwyczaj w szkole.
- Zacznijmy od tego, że się nie zakładam – zaczęła. – Poza tym, nie wykorzystuję ludzi od tak sobie. A po trzecie, miło by było gdybyś wsiadł do mojego auta, bo jest mi chłodno.
Skinąłem głową; wiedziałem że zachowuję się jak idiota, bo przecież znałem ją tylko z widzenia, ale coś kazało mi za nią iść (ludzie nazywają to zazwyczaj instynktem, ale teraz to było bardziej coś jak głupota).
Wsiedliśmy do jej auta, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy; nie było nawet zamknięte.
- To dlatego się śpieszyłam – wyjaśniła Milla. – Wiedziałam że niby się nic nie stanie, ale wiesz, stres zawsze jest.
- No tak – mruknąłem. Nie wiedziałem jak to jest; nie mieliśmy nawet samochodu rodzinnego, w przeciwieństwie do 90% ludzi w Los Angeles.
- No, w każdym razie – zaczęła Milla – Znasz mojego chłopaka Jamesa, prawda? – skinąłem głową. – No tak, uhm… prześladuje cię – powiedziała niezręcznie, ale kontynuowała. – Dowiedziałam się że mnie zdradza. I chcę mu dać nauczkę za to, co zrobił nie tylko mi, ale innym uczniom. Jest irytującym dupkiem i czas na jego karmę – uśmiechnęła się diabelsko, co kompletnie nie pasowało do jej uroczej twarzy.
- Jaki masz pomysł? – spytałem, nie będąc pewien czy w sumie chcę go usłyszeć.
- Cóż, zaraz będziemy realizować pierwszy punkt mojego planu – odparła tajemniczo, przekręcając klucz w stacyjce.
- Mogłabyś go skrócić? – spytałem nieśmiało. Milla nacisnęła pedał gazu i samochód ruszył.
- Mam zamiar uczynić z życia Jamesa koszmar – zaczęła wyjaśniać. - Zaczniemy go starym, klasycznym szantażem. Właśnie jedziemy do jego domu, gdzie wdrapiesz się z tyłu na dach i zrobisz zdjęcie jak on i ta okropna dziewczyna się pieprzą. Będziesz miał na to dokładnie trzy minuty, potem ja zadzwonię do drzwi i odciągnę od ciebie uwagę, bo James zejdzie na dół i mi na pewno otworzy, a tą dziewczynę ukryje w łazience koło pokoju na poddaszu. W tym czasie ty zbiegniesz na dół i uciekniesz tylnymi drzwiami, a dwie minuty później spotkamy się przy moim aucie. A potem będziemy mogli robić praktycznie wszystko, bo zagrozimy mu że jeżeli zgłosi to na policję fotki z tym porno znajdą się na poczcie mailowej szkoły do której zdaje, jego mamy i wszystkich jego znajomych. Za każdym razem gdy mu coś zrobimy, zranimy go mentalnie, zostawimy mu kartkę z zasadą bycia dobrym człowiekiem, przez to będzie bardziej filmowe. Ogółem będzie trzynaście takich akcji, a po nich James będzie kompletnie innym człowiekiem, lub po prostu będzie załamany nerwowo – zakończyła triumfalnie.
Popatrzyłem na nią w milczeniu.
- Wiem, jestem genialna – oświadczyła nieskromnie, uśmiechając się szeroko.
- W zasadzie, w twoim planie jest mnóstwo luk – mruknąłem.
- Naprawdę? Ja nie widzę żadnych – odpowiedziała spokojnie, patrząc na ulicę. Skręciła w tą długą uliczkę gdzie mieszkają najbogatsi ludzie.
- Po pierwsze, jego rodzice – zacząłem. – Po drugie, tam pewnie będą kamery. Po trzecie, nie jestem Spidermanem. A po ostatnie, skąd wiesz że tam akurat są? Nie jesteś jasnowidzem.
- Po pierwsze – odpowiedziała mi – jego rodzice są na bankiecie, razem z moimi. Po drugie, mam genialnego znajomego, który na dwanaście godzin wyłączył system wszelkich kamer na tej ulicy za niewielką opłatą. Po trzecie, bardzo łatwo tam wejść, ja i James często tam wchodziliśmy oglądać gwiazdy, i to wcale nie przez poddasze, bo chciałam trochę więcej emocji. A po czwarte, możesz uznać że mam szósty zmysł bo wiem że dokładnie tak będzie, ale możesz nazwać to też niesamowitą znajomością małego móżdżka Jamesa. Widzisz, ten plan jest pozbawiony jakiejkolwiek hamartii*.
- Dlaczego ty tego nie zrobisz? – spytałem cicho. – Sama? Czy tak nie będzie bezpieczniej?
- Wybrałam cię – odpowiedziała mi równie cicho i zatrzymała się koło krawężnika. – Wybrałam cię żebyś mi pomógł, bo jesteś dostatecznie inteligentny i przyjemny…
- Przyjemny? – przerwałem. – Naprawdę?
- Nie mogłam znaleźć słowa – przyznała Milla. – Jesteś, hm, pomysłowy. W każdym razie, byłaby z nas epicka drużyna, i moglibyśmy sprawić że James zostałby należycie ukarany… ta dziewczyna zresztą też. Prześladował cię przez ostatnie dwa lata – spojrzała na mnie nieśmiało. – Przepraszam, że nigdy nie reagowałam.
- Nie wiedziałem że ktoś w ogóle o tym wiedział – odpowiedziałem.
- Wiem bardzo dużo – odpowiedziała Milla i uśmiechnęła się. – To co, wchodzisz w to?
Popatrzyłem na nią z zastanowieniem. Patrzyła się na mnie tymi gigantycznymi oczami, a dołeczek w jej policzku był widoczny jeszcze bardziej niż wcześniej.
- A mam inny wybór niż się nie zgodzić? – spytałem, uśmiechając się.
Poklepała mnie po ramieniu.
- Wiedziałam że się zgodzisz.
- Co… - zacząłem.
- Shh – uciszyła mnie. – Nie czas na gadanie, bo właśnie wcielamy w życie mój Plan.
Wysiedliśmy z auta i popatrzyliśmy na ogromny, piękny, biały dom.
- Zadanie czas zacząć – wyszeptała Milla a ja wziąłem głęboki wdech.

*hamartia - skaza.

Bohaterowie


Luke Hemmings, 17 lat

Milla Evans, 17 lat

James Six, 18 lat
Calum Hood, 18 lat
Grace Knightley, 17 lat

Mike "Red" Reddings, 18 lat
           kolejni bohaterowie będą dodawani zgodnie z ich pojawianiem się w rozdziałach :)