OMG NIESAMOWITE DODAJĘ JUŻ DRUGI ROZDZIAŁ
przepraszam że tak długo czekaliście, miałam mnóstwo rzeczy do roboty nie no, tak naprawdę po prostu mi się nie chciało
mam nadzieję że nie uśniecie w połowie, bo jest taki długi że nie wiem czemu tego nie podzieliłam na dwa rozdziały lol
+ CZYTASZ = KOMENTUJESZ więc możecie po przeczytaniu napisać komentarz na dole? to naprawdę jest dla mnie super ekstra niesamowicie ważne. no i usunęłam tą kretyńską weryfikację obrazkową więc teraz zajmie Wam to tylko moment, yay! (+ dziękuję za komentarze pod tamtym rozdziałem, jesteście świetni)
oh okay piszę naprawdę za dużo jak na to że ma to być notka autora, przepraszam
więc: miłego czytania, oby Wam się spodobało :)
// @yeezusbutera
ps.: dodałam nowego bohatera i zmieniłam postać Jamesa (to chyba nie problem bo na razie był tylko wspomniany, c'nie?) więc zachęcam do tego żeby ich zobaczyć w zakładce 'bohaterowie' xx
// @yeezusbutera
ps.: dodałam nowego bohatera i zmieniłam postać Jamesa (to chyba nie problem bo na razie był tylko wspomniany, c'nie?) więc zachęcam do tego żeby ich zobaczyć w zakładce 'bohaterowie' xx
- No więc...
stoimy – powiedziałem, drapiąc się po szyi.
- Nie da się zaprzeczyć – przyznała Milla, patrząc na
okazały dom Sixów. – Może już zaczniemy realizować nasz plan.
- To za moment – poprosiłem, a po mojej głowie przemknęła
głupia myśl że gdybym był kobietą to pewnie zacząłbym się z nerwów teraz pocić
pod cyckami.
- Chcesz wody? – spytała, patrząc na mnie z dołu.
- Poproszę – mruknąłem, a ona wyciągnęła z torebki
butelkę wody i jakieś małe dziwne urządzenie, mówiąc:
- Wiedziałam że będziesz chciał. Wyglądasz na
przerażonego. Wiesz że woda zmywa strach?
- Tylko że ja się chcę napić, a nie przemywać sobie nią
twarz – burknąłem, gdy mi ją podała. Była nieodkręcona (zwracam uwagę na
higienę i brzydzę się pić po kimś) więc po odkręceniu zacząłem pić. – Co to jest? – spytałem
po paru łykach, wskazując na urządzenie w jej dłoni.
- To, mój drogi – powiedziała przemądrzałym tonem – jest
mini aparat. Robi się tym zdjęcia, które potem możesz na przykład wydrukować.
To niesamowite jak technologia szybko idzie do przodu, prawda? – dodała, udając
podniecenie.
- Nie musisz być sarkastyczna, po prostu nie widziałem.
- Wybacz. Moje motto to „siedemdziesiąt procent sarkazmu
w rozmowach lub dzień stracony”.
- Nie możesz mówić z sarkazmem do kogoś innego kto nie jest
mną?
- Używam go tylko dla moich ulubionych osób, które są w
miarę inteligentne żeby go wyłapać – uśmiechnąłem się gdy to powiedziała – no i
dla tych kretynów z których się mogę ponabijać bo są tępi i go nie zrozumieją.
- Domyślam się że zaliczasz mnie do pierwszej grupy?
- Jesteś pomiędzy – powiedziała poważnie, po czym podała
mi aparat (a dokładniej, wcisnęła mi go do prawej kieszeni spodni, na tyłku). –
A teraz jeśli chcesz awansować musisz wziąć się w garść i tam pójść.
Czując przypływ
niebywałego heroizmu zrobiłem trzy kroki a potem zatrzymałem się nie umiejąc
ruszyć się dalej.
- Cholera, Hemmings – Milla prychnęła jak wściekła kotka
i zaczęła mnie popychać przez idealnie zadbany trawnik Sixów, niesamowicie przy
tym klnąc i dysząc. Zatrzymała się w połowie drogi na tył domu i wyszeptała
wkurzona:
- Dobra, blondasku, teraz weźmiesz szybko swój zgrabny
tyłek na tył tego domu i zaczniesz wspinać się na dach, bo zaraz zacznę
odliczać trzy minuty do mojego wkroczenia do akcji. Aha, i zrób jeszcze dodatkowe
zbliżenie na twarz tej zdziry, może ją znam – dokończyła słodkim głosem.
Stęknąłem
ciężko.
- Wiem że dasz
radę – uśmiechnęła się lekko Milla i popchnęła mnie lekko. – Za 20 sekund
zacznę odliczać do 3 minut a potem zapukam do drzwi, więc się pośpiesz.
- D... dobra – mruknąłem niepewnie i skierowałem się
powoli za dom Sixów.
Stanąłem patrząc
w górę, oceniając gdzie najlepiej zacząć się wdrapywać. Zadecydowałem się
zacząć od wejścia na parapet, wyciągając nogę do góry żeby zaczepić się
dostatecznie o balkon. Usłyszałem rozdzierający się materiał dżinsu na moim
tyłku i przysiągłem sobie że po całej tej sprawie upewnię się że Milla mi je
odkupi.
Dalej poszło całkiem gładko (poza dalszym
pogłębieniem się rozprucia na tyłku); dzięki Bogu dach pokryty był płytkami
wystającymi na tyle, że mogłem o nie swobodnie zaczepić palce. Chciałem na
chwilę usiąść ale przypomniało mi się o limicie czasowym, więc ostrożnie
„przeszedłem” do okna (jeśli można tak nazwać przesuwanie się tyłkiem po
płytkach dachowych – mimo wszystko zbyt się bałem że spadnę).
- Jestem Spidermanem.
Jestem Spidermanem – powtarzałem do siebie, mając nadzieję że dzięki temu
uwierzę w siebie i nie spadnę. Popatrzyłem w lewo i – dzięki Bogu – zobaczyłem że
okno jest jakiś metr ode mnie.
Przesunąłem się jeszcze trochę – oczywiście cały czas większy nacisk był
na lewy pośladek, żeby nie zmiażdżyć aparatu, działałem jak prawdziwy
profesjonalista – i zmieniłem pozycję na klęczenie, jedną ręką wyciągając
aparat a drugą trzymając się ramy okna. Na szczęście, tak jak przewidziała
Milla, było otwarte, więc nie było problemu z ucieczką.
- O fuj – jęknąłem cicho do siebie
wychylając się trochę, żeby zobaczyć scenę która się tam odgrywała. Przez
chwilę pomyślałem że to może dlatego że uważam to za obrzydliwe jestem dalej
prawiczkiem, ale... o Boże, to było obrzydliwe.
- O BOŻE, MOCNIEJ JAMES –
wrzasnęła dziewczyna której nie mogłem zobaczyć, bo byłem za mało wychylony.
- Myśl o Ludzkiej
Stonodze*, Hemmings - powiedziałem do siebie, uznając że inne ohydne obrazy
sprawią że przestanę myśleć o tym jakiej aktywności fizycznej muszę zrobić
zdjęcie.
Włączyłem aparat i w tym samym momencie
usłyszałem dzwonek do drzwi. Zakląłem pod nosem i ignorując wstręt popatrzyłem
tam jeszcze raz i szybko zrobiłem zdjęcie – oboje dalej byli nadzy, ale teraz
James szybko się ubierał, jednocześnie wpychając blondynkę do łazienki, („właź
tam, to mogą być przecież moi rodzice!”) tak jak Milla zaplanowała. Zrobiłem
kolejne zdjęcie, ale za wolno – uchwyciło tylko fragment jej włosów, mimo to
miałem nadzieję że Milla może ją skojarzy. James zamknął drzwi od łazienki od
zewnątrz na klucz i wybiegł z pokoju, a ja wsadziłem aparat z powrotem do kieszeni
i delikatnie zawiesiłem się rękami po obu stronach framugi i wskoczyłem do
środka.
Oczywiście moja ciotowatość nie pozwoliła mi
wylądować z gracją, jak Edward ze ‘Zmierzchu’ czy coś, tylko wyrąbałem się
kolanem w podłogę.
- Kurna – westchnąłem,
czując że będę miał siniaka.
- James?! – krzyknęła
dziewczyna z łazienki.
Chciałem odkrzyknąć „nie” ale uświadomiłem sobie
jak idiotyczne by to było, więc delikatnie wymknąłem się z pokoju i stojąc na
szczycie schodów usłyszałem fragment rozmowy, przerywając szlochami Milli.
- Wziął i zdechł –
wyjęczała tonem pełnym agonii, a mi zachciało się śmiać. Zszedłem cicho na dół
i wychyliłem się żeby zobaczyć gdzie są te tylne drzwi i zobaczyłem Millę na
kanapie, płaczącą nad ramieniem Jamesa. Na szczęście siedzieli tak, że ona mnie
widziała, a on był tyłem – mrugnęła do mnie i przytuliła Jamesa mocniej, palcem
wskazującym pokazując drzwi na ukos od niej.
- Bardzo mi przykro
skarbie – powiedział tak, że mógłbym nawet pomyśleć że mówi to szczerze gdyby 2
minuty temu nie robił z tamtą dziewczyną tego co robił.
Wolno przeszedłem do tylnych drzwi i
pociągnąłem za klamkę.
Drzwi się nie otworzyły.
Szarpnąłem za klamkę mocniej. Drzwi nie
drgnęły.
Kurwa.
Popatrzyłem spanikowany na Millę, a ona
pokazała mi ruchem głowy główne drzwi w hallu, do którego wejście było parę
metrów za kanapą... z tym że po drugiej stronie.
Poruszyła ustami i wyczytałem z tego
„poczekaj” (jedna z niewielu rzeczy które naprawdę umiałem robić). Po chwili
wskazała palcem na schody, więc szybko się na nie skierowałem, wychylając się
tak żeby dalej widzieć całą sytuację. Chwilę ciszy przerwał James:
- Misiu? – spytał
uprzejmie.
- Tak? – Milla powróciła
do płaczliwego tonu.
- Czy to że pies twojej
cioci zdechł to jedyny powód dla którego przejechałaś 30 kilometrów od twojego
domu do mojego chwilę przed dwunastą, kochanie?
- Bo myślałam że
zrozumiesz! – chlipnęła i „rozpłakała” się ponownie.
- Och, nie płacz skarbusiu
– szepnął (już miałem ochotę rzygać słysząc kolejne zdrobnienia w każdym zdaniu).
– Chodź do kuchni i zrobimy ci kakao, a potem pojedziesz do siebie, dobrze?
Widziałem jak Milla się rozpromienia.
- O tak, świetnie się składa – powiedziała z
zadowoleniem.
- Co mówisz pysiaczku? –
zdziwił się James.
Dziewczyna zaczęła gwałtownie kaszleć i po
półminutowym ataku (brzmiało jakby miała zaawansowany stopień gruźlicy) oznajmiła:
- Przepraszam Jamie,
strasznie boli mnie głowa i mówię dziwne rzeczy.
- Och – powiedział on
nieprzekonanym tonem. – Może już pójdziemy zrobić to kakao.
- Mhm – szepnęła Milla
powracając do tonu konającej staruszki.
Kiedy wyszli z salonu do hallu i usłyszałem
jak James grzebie w szafkach, opuściłem ‘kryjówkę’ i pobiegłem do głównych
drzwi, te otwierając bez problemu. Zamknąłem je cicho za sobą i pobiegłem do
samochodu Milli, od razu siadając z przodu po stronie pasażera (dla
sprostowania mówię, że ma białego cabrioleta porsche). Po pięciu minutach czekania
wreszcie przybiegła ze zdegustowanym wyrazem twarzy. Odgarnęła włosy do tyłu
ruchem Beyonce i usiadła na miejscu kierowcy, mówiąc:
- Wybacz. On ma jakieś
ssawki w twarzy. Myślałam że chce mnie pocałować w policzek a ten kretyn zassał
mnie jakby był odkurzaczem i trochę to zajęło zanim się odczepił.
- Nie ma sprawy –
bąknąłem.
- A co z tobą? Masz
zdjęcia? – spytała, przybliżając się do mnie.
- Tak, jasne, są tu –
podałem jej aparat a ona włączyła przeglądarkę zdjęć.
- Obrzydliwe – uznała,
patrząc na zdjęcie na którym oboje byli nadzy. – W dodatku nie kojarzę tej
dziewczyny. Ale ma dość charakterystyczne włosy, może mój przyjaciel ją pozna.
On zna wszystkich.
Przekręciła kluczyki i ruszyliśmy z
powrotem.
- No... i co teraz? –
spytałem niepewnie. Popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Jeszcze nie łapiesz? Teraz
możemy wszystko. Możemy go anonimowo tym szantażować a on nigdy nie dowie się
że to my, bo kto by podejrzewał jego kochającą dziewczynę i faceta który jest
przez niego prześladowany? – uśmiechnęła się. – Możemy zniszczyć mu życie.
Możemy zniszczyć zaufanie jego rodziców do niego. Możemy... możemy mu nawet
wlać kilkanaście litrów maślanki do auta! – powiedziała z zachwytem, jakby
pomysł z maślanką miał uratować jej życie. – Wpadnij do mnie jutro... to
znaczy, dzisiaj, jest po dwunastej... rano, wszystko uzgodnimy, okay? Na tą
dziewczynę też musimy coś wymyślić, nauczy się że z zajętymi chłopcami się nie
pieprzy – powiedziała z zadowoleniem i jej samochód stanął. – No, jesteśmy
przed twoim domem. Czemu nic nie mówisz?
- Ja... – odchrząknąłem,
myśląc o tym w co do cholery się wpakowałem. – Okay, będę rano.
- To świetnie – uśmiechnęła
się ponownie i napisała mi na ręce swój adres. – Och, i Luke? – zawołała za mną
gdy wyszedłem z jej auta i byłem już pod drzwiami. Odwróciłem się, a ona wysiadła
z samochodu, podbiegła do mnie i stając na palcach pocałowała mnie w policzek.
- Dziękuję bardzo –
szepnęła i poszła z powrotem do auta, a ja stałem jeszcze chwilę jak kretyn z
ręką na tym policzku.
*
Obudziłem się niedługo później przez dźwięki
odkurzacza i już miałem włączyć Limp Bizkit na głośnikach (mój protest do mamy
wobec odkurzania o szóstej rano, i to w sobotę) ale wtedy zobaczyłem na zegarze
ściennym nad biurkiem godzinę jedenastą.
- Cholera – mruknąłem do siebie głośno.
Obiecałem przecież Milli że wpadnę do niej rano a znając ją (pół dnia, ale
jednak) to jedenasta była dla niej wczesnym wieczorem czy coś, a ja obecnie
wyglądałem jak nastoletni menel.
Pobiegłem do łazienki z ciuchami w ręce i
umyłem się tak szybko jak mogłem (zajęło mi to tylko 3 piosenki Green Day). Uznając
że nie mam czasu na umycie i stylizację włosów wciągnąłem beanie na głowę i
zbiegłem po schodach na dół.
Moja mama zobaczyła jak przebiegam koło
salonu i wyłączając odkurzacz spytała:
- Dokąd to się wybierasz,
młodzieńcze?
Rozśmieszył mnie jej dobór słów. „Jak w
średniowieczu” pomyślałem z kpiną i powiedziałem:
- O piękna niewiasto którą
zwykłem zować moją matką, wybieram się do mojej damy serca.
- Co ty gadasz? –
zaniepokoiła się mama i podeszła do mnie. – Brałeś coś?
- Próbowałem dopasować się
językiem do ciebie, mamo.
- Jesteś dziwnym
dzieckiem, Lucas.
- Nie zaprzeczam.
- Naprawdę wybierasz się
do jakiejś dziewczyny?
- No... tak –
odpowiedziałem ostrożnie.
Mama rozpromieniła się.
- Jestem z ciebie dumna.
Dokonałeś tego. I to przed moją emeryturą!
- Mamo, przecież pracujesz
jako opiekunka. Ty nie masz emerytury.
- No właśnie.
Tym wesołym akcentem mama mnie pożegnała
(jak to dobrze wiedzieć że nawet twój rodzic ma cię za frajera który nie będzie
miał swojej ‘drugiej połowy’), więc wyszedłem z domu nieco obrażony.
Na szczęście, Milla mieszkała bardzo blisko;
wystarczyły jakieś cztery piosenki All Time Low żebym doszedł do jej domu,
jasnoniebieskiego sporego budynku z zadbanym podwórkiem i białą werandą. Przeszedłem
pewnie przez furtkę i stanąłem pod drzwiami, po czym zastukałem kołatką.
Przez chwilę panowała absolutna cisza. Zastukałem
jeszcze raz kołatką i ktoś po drugiej stronie ryknął:
- Czego?!
- T... to Luke Hemmings,
jestem kolegą Milli. – odpowiedziałem niepewnie. Nie mogłem pomylić tego
adresu. Błagam, żeby to nie był tylko żaden psychopata.
Drzwi otworzyły się przede mną, a na progu
stał gigantyczny (wyższy ode mnie, a z moim metrem dziewięćdziesiąt zdarzało
się to naprawdę rzadko) facet, z piwnym brzuszkiem i czarnymi prostymi włosami
za ramiona. W jednej ręce trzymał siekierę.
„Boże, czyli to jednak psychopata”
pomyślałem słabo.
- Chcesz czegoś od mojej
księżniczki? – warknął i położył mi swoją wielką rękę (na szczęście, tą bez
siekiery) na ramieniu („TO NIE JEST GENETYCZNIE MOŻLIWE ŻEBY TO BYŁ PRAWDZIWY
OJCIEC MILLI”).
- Ja... uhm, przepraszam,
ja tylko... – zacząłem się jąkać a on popatrzył na mnie nienawistym spojrzeniem
i podniósł drugą dłoń, wbijając siekierę we framugę drzwi.
Miałem wrażenie ze zemdleję ale wtedy on
zaczął się śmiać. I to nawet nie jakimś psychopatycznym/dziwnym/pedofilskim/pijackim
śmiechem, tylko przyjaźnie. Popatrzyłem na niego zdziwiony.
- Wybacz – zachichotał,
trzymając się za brzuch. – Słowo daję, za każdym razem robi się to coraz
zabawniejsze. A – otrząsnął się patrząc na moją minę i szeroko się uśmiechnął. –
To taki mój żarcik wobec wszystkich chłopców odwiedzających Millę – wyjaśnił i
znów zachichotał – Nieźle się trzymałeś, ale wyglądałeś jakbyś miał zejść na
zawał gdy walnąłem tą siekierę.
Zaczął ponownie rechotać więc postanowiem nie
przerywać jego sesji radości; strasznie głupio poczułem się z tym, że się
nabrałem.
- Papo? – zawołał ktoś i z ulgą rozpoznałem
głos Milli. – Ktoś do mnie?
- Tak, skarbie, wpuścić?
Podaje się za jakiegoś Luke’a Hammingsa?
- W zasadzie, to Hemmings –
sprostowałem.
- A, przepraszam młody –
mruknął i puścił do mnie oko. – Znaczy się Luke Himmings. To wpuszczać?
- Tak! Niech przyjdzie od
razu bo jesteśmy zajęci.
„Czyli jej przyjaciel już tam jest”
pomyślałem z niechęcią i uśmiechnąłem się do ojca Milli, który królewskim
gestem zaprosił mnie do środka.
- Ostatnie drzwi po lewej
na piętrze – powiedział głębokim basem i dodał:
- A, i jestem Mark Evans,
tata Milli, ale możesz mi mówić po prostu Mark. Albo Robert Trujillo** -
zachichotał.
Zaśmiałem się uprzejmie i skierowałem się
na górę, pukając w drzwi do pokoju Milli i słysząc „proszę!” wszedłem do
środka.
Spodziewałem się że jej pokój będzie
wyglądać trochę inaczej; że będzie wielki, w jakieś dziewczęce zielenie, róże i
tak dalej, a tymczasem ograniczał się tylko do białego, czarnego i fioletowego
koloru. Poza tym był dość mały; obok drzwi stał duży czarny kredens, zapełniony
książkami i fotografiami. Po lewej
stronie, jakiś metr od szafy, stało białe biurko zapełnione rysunkami i jakimiś
kolorowymi karteczkami. Naprzeciwko drzwi było okno, a pod oknem stało łóżko z
czarną narzutą. Leżał na nim jakiś chłopak z ciemniejszym kolorem skóry
(zwłaszcza w porównaniu do mojego) i czarnymi włosami.
- Hej, Luke – przywitała się
Milla która opierała się nad biurkiem, z zastanowieniem patrząc na rysunki;
nawet nie podniosła głowy. – Luke, poznaj tego leżącego na łóżku, to Calum
Hood. Calum, to Luke Hemmings.
Podaliśmy sobie dłonie z Calumem, który
przesunął się żeby zrobić miejsce. Usiadłem koło niego, a wtedy Milla odwróciła
się do nas wyciągając jakąś tablicę korkową z poprzypinanymi kartkami,
zdjęciami z Jamesem i tą dziewczyną która z nim była, i napisem „13 zasad”.
- Czas żebyś poznał nasz
plan, Lucas – powiedziała z zadowoleniem w głosie i podała mi tablicę.
* 'Ludzka Stonoga' - obrzydliwy horror w którym psychopatyczny Niemiec łączy głowy jednych ludzi z tyłkami drugich, polecam
**Robert Trujillo - taki basista z Metalliki (opis taty Milli był oparty na jego wyglądzie).
* 'Ludzka Stonoga' - obrzydliwy horror w którym psychopatyczny Niemiec łączy głowy jednych ludzi z tyłkami drugich, polecam
**Robert Trujillo - taki basista z Metalliki (opis taty Milli był oparty na jego wyglądzie).
chce nowy rozdzial, wiesz ze przy tym plakalam ze smiechu, wiec nie wiem co jeszcze tu napisac, kc
OdpowiedzUsuńCudowny! Jeju tak bardzo chcę dowiedzieć się co będzie dalej, że aż skręca mnie w żołądku. haha A ta scena z jej tatem, God myślałam, że posikam się ze śmiechu! Nie mogę się doczekać następnego. x @kaylja
OdpowiedzUsuńhahahhahaha scenka z jej tatą >>>>>>>>>>>>>>>>>>
OdpowiedzUsuńjejciu rozdział jest na PRAWDĘ ŚWIETNY I NIE... NIE JEST NUDNY I ZA DŁUGI!
NAWET POWIEM... CZEMU TAK MAŁO CHCE WIĘCEJ :(
boże już nie mogę się doczekać następnego!!!
życzę weny! :*
Pozdrawiam,
Olcirek
xoxo
Tyle się naczekałam aczkolwiek warto było ! Nie zawiodłam się, haha
OdpowiedzUsuńMasz ogromny talent co do pisiania i oby dalej sie rozwijał.
Juz nie moge sie doczekać kolejnego rozdziału, choć mam nadzieje, że bedzie on chociaz maciupeńkę szybciej iz nie wytrzymam dluzszego czytania.
Zycze weny na kolejne rozdzialy i mam rowniez kolejna nadzieje, ze pokierujesz to ff do sameeeeeeego końca !
ily @harryzqveenx
Kocham to opowiadanie, o mamo... jest genialne.
OdpowiedzUsuńMiałaś świetny pomysł i cała fabuła jest cudowna + Ariana idealnie mi do niej pasuje.
Masz ogromny talent co do pisania, masz świetny styl, pióro i aż chce się przeczytać kolejne rozdziały :)
Życzę weny na kolejne rozdziały misia ❤
(no i zapraszam do siebie, również na ff o Luke'u http://pure-ff.blogspot.com/)
do następnego ily @grandexlly x
hahah scena z jej tatą najlepsza >>>>>>>
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny xx
Hej! Jeśli szukasz zwiastunowni, która stworzy dla Ciebie w pełni magiczny i zadowalający zwiastun, zapraszam na http://magiczne-zwiastuny.blogspot.com/ - zwiastunownię jedyną w swoim rodzaju.
OdpowiedzUsuńJestem z ciebie dumna, Karolinka. :)
OdpowiedzUsuńZuz x