No więc mam zaszczyt przedstawienia pierwszego rozdziału mojego fanfiction z Lukiem Hemmingsem i Arianą Grande. Byłabym przeszczęśliwa gdybyś po przeczytaniu dodała komentarz lub chociaż skomentowała go jakoś na Twitterze z tagiem #13rules, bo długo pisałam ten rozdział i chciałabym wiedzieć jak wyszedł :)
dziękuję, xoxo
Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach napisz w komentarzu lub do mnie na Twitterze.
Ta historia zaczęła się tak, jak zaczęło się większość
rzeczy w moim życiu:
Od grania w Heroes III.
Dookoła mnie walały się puste pudełka po jedzeniu z McDonalda i opróżnione już puszki po Red Diet Mountain Dew. Była godzina jedenasta wieczorem, 5 marca, piątek; świętowałem weekend zdobyciem twierdzy mojego największego przeciwnika z królestwa Niebieskich.
Godność? Brak, przyjaciele? Prawdopodobnie robią to samo co ja, dziewictwo? Domyślcie się.
Nie, żebym był jakimś aspołecznym kujonem; po prostu po pięciu dniach harówki w Hollywood Arts (tak, tak, jestem jednym z tych niesamowitych hollywoodzkich dzieci) jestem zbyt zmęczony na to, żeby iść gdzieś i poimprezować. Poza tym moja mama w piątki nigdy nie może mnie zamęczać; pracuje jako opiekunka do dzieci tego typu bogatych ludzi, który wyrzuca nadmiar jedzenia i podciera się serwetkami przeplatanymi złotymi nićmi, a w piątki zajmuje się dziećmi szczególnie nadzianego małżeństwa. O dziwo, ogółem zarabia tyle że stać nas na wynajem malutkiego piętrowego domu na przedmieściach Los Angeles, i to od ośmiu lat.
Dokładnie o 23.16 zadzwonił mój telefon, terkocząc soundtrackiem z Piratów z Karaibów. Jęknąłem, bo był na parapecie okna, co oznaczało że muszę przerwać grę i zrobić ponad pięć kroków. Z drugiej strony zastanawiałam się kto by do mnie dzwonił o takiej godzinie (nie podejrzewałem o to Reda ani Noaha – ten pierwszy były zbyt zajęty graniem, a drugi na pewno spał). Zdecydowałem się na zatrzymanie gry i podejście do telefonu; zdziwiłem się, widząc numer zastrzeżony, mimo to odebrałem, lekceważąc wszelkie zasady dbania o swoje bezpieczeństwo (w wielu horrorach był motyw dzwonienia z zastrzeżonego, a potem mordowania ofiary, no nie?).
- Halo? – spytałem, modląc się żeby w słuchawce nie odezwał się nikt kto mógłby brzmieć na potencjalnego morderca.
- Luke Hemmings? – odezwał się w głośniku dziewczęcy, wysoki, spokojny głos. Nie brzmiał podejrzanie ale i tak się nieco bałem; każdy może być mordercą w tym chorym świecie.
- T-tak, to ja – odpowiedziałem, starając się nie brzmieć jakbym się bał. W moim życiu bałem się sporej ilości rzeczy; obwiniałem za to moich kuzynów z Wielkiej Brytanii, którzy włączali mi seriami najbardziej przerażające (i najobrzydliwsze) horrory jakie mogła wymyślić ludzkość.
- Wychodź z domu albo każę go natychmiast rozsadzić – warknął głos w telefonie. Zamarłem z przerażenia; miałem umrzeć nie oglądając drugiej części 21 Jump Street? Była to okrutna wizja, ale w głośniku ktoś parsknął śmiechem przerywając moje rozmyślanie i poinformował:
- Żartowałam. Nie myślałam że ktokolwiek by to wziął na serio. Poza tym, nikt nie zasługuje na to by umrzeć jako dziewica.
- Słucham?! – zdumiałem się; nawet nie wkurzyłem się na to że ktoś zadrwił z tego że jestem prawiczkiem, bo to akurat wszyscy wiedzieli. Nie, żebym był jakiś popularny.
- Kim ty jesteś? – spytałem spokojniej, nie dając po sobie poznać jak przestraszony jestem.
- Myślałam że nigdy nie zapytasz – odetchnął głos. – Cóż, jeśli chcesz wiedzieć, musisz wyjść z domu.
Popatrzyłem zdziwiony przez szparę w żaluzjach na ulicę, ale nikogo nie zobaczyłem. Głos dodał:
- Nie zaliczam patrzenia przez okno jako wyjścia z domu.
Gdybym pił Red Diet Mountain Dew pewnie a) zakrztusiłbym się, b) wylądowałoby na ścianie, bo bym je z zaskoczenia wypluł.
- Schodzisz? – spytał głos. – Przyrzekam, to będzie warte stracenia maksymalnie trzech godzin podczas których mógłbyś grać w Heroes III.
- Ju… Już schodzę – mruknąłem do telefonu.
- Dobrze, czekam – powiedział z zadowoleniem głos. – Czekam pod drzwiami. Pośpiesz się – po czym rozmowę rozłączono.
Zapisałem grę i wyłączyłem (nawet podczas największego zagrożenia mam głowę na karku) i wyłączyłem komputer, jednocześnie drugą ręką zapinając guzik dżinsów i wymyślając sobie od kretynów. Bo jak mogłabym być tak głupi? Niby kojarzyłem ten głos, ale może to złodziejka lub agentka mafii. Na wszelki wypadek wziąłem z kuchni największy nóż i ostrożnie otworzyłem drzwi.
Przede mną stała dziewczyna. I to nie byle jaka dziewczyna; to była Milla Evans, jedna z najpopularniejszych i najładniejszych dziewczyn w Hollywood Arts; miałem z nią zajęcia z aktorstwa. Teraz z nieukrywanym zdziwieniem patrzyła się na nóż, którzy trzymałem w ręce.
- Nóż? – spytała po chwili; całe zdziwienie jakby z niej wyparowało. – Miałeś zamiar mnie zadźgać?
- Nie, ja… - zacząłem, ale po chwili uświadomiłem sobie że moje wyjaśnienia by mnie tylko pogrążyły. – Nieważne. Zostawię go tu – westchnąłem, kładąc nóż na półce w hallu tuż koło drzwi.
- Okej – odpowiedziała niepewnie, ale po chwili znowu stała się spokojna. – Oh, właśnie, pewnie się zastanawiasz czemu tu jestem, i to tak późno.
- To chyba nie dziwne – mruknąłem. – Nawet nie wiedziałem że znasz moje imię.
- Tja, przepraszam za tą ignorancję – powiedziała Milla pogodnie i uśmiechnęła się do mnie lekko (powiedziałem że nie ma sprawy ale chyba nie dosłyszała). – Mam do ciebie sprawę.
- Do mnie? – zdziwiłem się. – Mówisz serio czy przegrałaś z kimś zakład?
Skrzyżowała ramiona na piersiach i popatrzyła na mnie z dołu; dosięgała mi zaledwie do klatki piersiowej, może przez to że nie miała szpilek tak jak zazwyczaj w szkole.
- Zacznijmy od tego, że się nie zakładam – zaczęła. – Poza tym, nie wykorzystuję ludzi od tak sobie. A po trzecie, miło by było gdybyś wsiadł do mojego auta, bo jest mi chłodno.
Skinąłem głową; wiedziałem że zachowuję się jak idiota, bo przecież znałem ją tylko z widzenia, ale coś kazało mi za nią iść (ludzie nazywają to zazwyczaj instynktem, ale teraz to było bardziej coś jak głupota).
Wsiedliśmy do jej auta, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy; nie było nawet zamknięte.
- To dlatego się śpieszyłam – wyjaśniła Milla. – Wiedziałam że niby się nic nie stanie, ale wiesz, stres zawsze jest.
- No tak – mruknąłem. Nie wiedziałem jak to jest; nie mieliśmy nawet samochodu rodzinnego, w przeciwieństwie do 90% ludzi w Los Angeles.
- No, w każdym razie – zaczęła Milla – Znasz mojego chłopaka Jamesa, prawda? – skinąłem głową. – No tak, uhm… prześladuje cię – powiedziała niezręcznie, ale kontynuowała. – Dowiedziałam się że mnie zdradza. I chcę mu dać nauczkę za to, co zrobił nie tylko mi, ale innym uczniom. Jest irytującym dupkiem i czas na jego karmę – uśmiechnęła się diabelsko, co kompletnie nie pasowało do jej uroczej twarzy.
- Jaki masz pomysł? – spytałem, nie będąc pewien czy w sumie chcę go usłyszeć.
- Cóż, zaraz będziemy realizować pierwszy punkt mojego planu – odparła tajemniczo, przekręcając klucz w stacyjce.
- Mogłabyś go skrócić? – spytałem nieśmiało. Milla nacisnęła pedał gazu i samochód ruszył.
- Mam zamiar uczynić z życia Jamesa koszmar – zaczęła wyjaśniać. - Zaczniemy go starym, klasycznym szantażem. Właśnie jedziemy do jego domu, gdzie wdrapiesz się z tyłu na dach i zrobisz zdjęcie jak on i ta okropna dziewczyna się pieprzą. Będziesz miał na to dokładnie trzy minuty, potem ja zadzwonię do drzwi i odciągnę od ciebie uwagę, bo James zejdzie na dół i mi na pewno otworzy, a tą dziewczynę ukryje w łazience koło pokoju na poddaszu. W tym czasie ty zbiegniesz na dół i uciekniesz tylnymi drzwiami, a dwie minuty później spotkamy się przy moim aucie. A potem będziemy mogli robić praktycznie wszystko, bo zagrozimy mu że jeżeli zgłosi to na policję fotki z tym porno znajdą się na poczcie mailowej szkoły do której zdaje, jego mamy i wszystkich jego znajomych. Za każdym razem gdy mu coś zrobimy, zranimy go mentalnie, zostawimy mu kartkę z zasadą bycia dobrym człowiekiem, przez to będzie bardziej filmowe. Ogółem będzie trzynaście takich akcji, a po nich James będzie kompletnie innym człowiekiem, lub po prostu będzie załamany nerwowo – zakończyła triumfalnie.
Popatrzyłem na nią w milczeniu.
- Wiem, jestem genialna – oświadczyła nieskromnie, uśmiechając się szeroko.
- W zasadzie, w twoim planie jest mnóstwo luk – mruknąłem.
- Naprawdę? Ja nie widzę żadnych – odpowiedziała spokojnie, patrząc na ulicę. Skręciła w tą długą uliczkę gdzie mieszkają najbogatsi ludzie.
- Po pierwsze, jego rodzice – zacząłem. – Po drugie, tam pewnie będą kamery. Po trzecie, nie jestem Spidermanem. A po ostatnie, skąd wiesz że tam akurat są? Nie jesteś jasnowidzem.
- Po pierwsze – odpowiedziała mi – jego rodzice są na bankiecie, razem z moimi. Po drugie, mam genialnego znajomego, który na dwanaście godzin wyłączył system wszelkich kamer na tej ulicy za niewielką opłatą. Po trzecie, bardzo łatwo tam wejść, ja i James często tam wchodziliśmy oglądać gwiazdy, i to wcale nie przez poddasze, bo chciałam trochę więcej emocji. A po czwarte, możesz uznać że mam szósty zmysł bo wiem że dokładnie tak będzie, ale możesz nazwać to też niesamowitą znajomością małego móżdżka Jamesa. Widzisz, ten plan jest pozbawiony jakiejkolwiek hamartii*.
- Dlaczego ty tego nie zrobisz? – spytałem cicho. – Sama? Czy tak nie będzie bezpieczniej?
- Wybrałam cię – odpowiedziała mi równie cicho i zatrzymała się koło krawężnika. – Wybrałam cię żebyś mi pomógł, bo jesteś dostatecznie inteligentny i przyjemny…
- Przyjemny? – przerwałem. – Naprawdę?
- Nie mogłam znaleźć słowa – przyznała Milla. – Jesteś, hm, pomysłowy. W każdym razie, byłaby z nas epicka drużyna, i moglibyśmy sprawić że James zostałby należycie ukarany… ta dziewczyna zresztą też. Prześladował cię przez ostatnie dwa lata – spojrzała na mnie nieśmiało. – Przepraszam, że nigdy nie reagowałam.
- Nie wiedziałem że ktoś w ogóle o tym wiedział – odpowiedziałem.
- Wiem bardzo dużo – odpowiedziała Milla i uśmiechnęła się. – To co, wchodzisz w to?
Popatrzyłem na nią z zastanowieniem. Patrzyła się na mnie tymi gigantycznymi oczami, a dołeczek w jej policzku był widoczny jeszcze bardziej niż wcześniej.
- A mam inny wybór niż się nie zgodzić? – spytałem, uśmiechając się.
Poklepała mnie po ramieniu.
- Wiedziałam że się zgodzisz.
- Co… - zacząłem.
- Shh – uciszyła mnie. – Nie czas na gadanie, bo właśnie wcielamy w życie mój Plan.
Wysiedliśmy z auta i popatrzyliśmy na ogromny, piękny, biały dom.
- Zadanie czas zacząć – wyszeptała Milla a ja wziąłem głęboki wdech.
*hamartia - skaza.
Od grania w Heroes III.
Dookoła mnie walały się puste pudełka po jedzeniu z McDonalda i opróżnione już puszki po Red Diet Mountain Dew. Była godzina jedenasta wieczorem, 5 marca, piątek; świętowałem weekend zdobyciem twierdzy mojego największego przeciwnika z królestwa Niebieskich.
Godność? Brak, przyjaciele? Prawdopodobnie robią to samo co ja, dziewictwo? Domyślcie się.
Nie, żebym był jakimś aspołecznym kujonem; po prostu po pięciu dniach harówki w Hollywood Arts (tak, tak, jestem jednym z tych niesamowitych hollywoodzkich dzieci) jestem zbyt zmęczony na to, żeby iść gdzieś i poimprezować. Poza tym moja mama w piątki nigdy nie może mnie zamęczać; pracuje jako opiekunka do dzieci tego typu bogatych ludzi, który wyrzuca nadmiar jedzenia i podciera się serwetkami przeplatanymi złotymi nićmi, a w piątki zajmuje się dziećmi szczególnie nadzianego małżeństwa. O dziwo, ogółem zarabia tyle że stać nas na wynajem malutkiego piętrowego domu na przedmieściach Los Angeles, i to od ośmiu lat.
Dokładnie o 23.16 zadzwonił mój telefon, terkocząc soundtrackiem z Piratów z Karaibów. Jęknąłem, bo był na parapecie okna, co oznaczało że muszę przerwać grę i zrobić ponad pięć kroków. Z drugiej strony zastanawiałam się kto by do mnie dzwonił o takiej godzinie (nie podejrzewałem o to Reda ani Noaha – ten pierwszy były zbyt zajęty graniem, a drugi na pewno spał). Zdecydowałem się na zatrzymanie gry i podejście do telefonu; zdziwiłem się, widząc numer zastrzeżony, mimo to odebrałem, lekceważąc wszelkie zasady dbania o swoje bezpieczeństwo (w wielu horrorach był motyw dzwonienia z zastrzeżonego, a potem mordowania ofiary, no nie?).
- Halo? – spytałem, modląc się żeby w słuchawce nie odezwał się nikt kto mógłby brzmieć na potencjalnego morderca.
- Luke Hemmings? – odezwał się w głośniku dziewczęcy, wysoki, spokojny głos. Nie brzmiał podejrzanie ale i tak się nieco bałem; każdy może być mordercą w tym chorym świecie.
- T-tak, to ja – odpowiedziałem, starając się nie brzmieć jakbym się bał. W moim życiu bałem się sporej ilości rzeczy; obwiniałem za to moich kuzynów z Wielkiej Brytanii, którzy włączali mi seriami najbardziej przerażające (i najobrzydliwsze) horrory jakie mogła wymyślić ludzkość.
- Wychodź z domu albo każę go natychmiast rozsadzić – warknął głos w telefonie. Zamarłem z przerażenia; miałem umrzeć nie oglądając drugiej części 21 Jump Street? Była to okrutna wizja, ale w głośniku ktoś parsknął śmiechem przerywając moje rozmyślanie i poinformował:
- Żartowałam. Nie myślałam że ktokolwiek by to wziął na serio. Poza tym, nikt nie zasługuje na to by umrzeć jako dziewica.
- Słucham?! – zdumiałem się; nawet nie wkurzyłem się na to że ktoś zadrwił z tego że jestem prawiczkiem, bo to akurat wszyscy wiedzieli. Nie, żebym był jakiś popularny.
- Kim ty jesteś? – spytałem spokojniej, nie dając po sobie poznać jak przestraszony jestem.
- Myślałam że nigdy nie zapytasz – odetchnął głos. – Cóż, jeśli chcesz wiedzieć, musisz wyjść z domu.
Popatrzyłem zdziwiony przez szparę w żaluzjach na ulicę, ale nikogo nie zobaczyłem. Głos dodał:
- Nie zaliczam patrzenia przez okno jako wyjścia z domu.
Gdybym pił Red Diet Mountain Dew pewnie a) zakrztusiłbym się, b) wylądowałoby na ścianie, bo bym je z zaskoczenia wypluł.
- Schodzisz? – spytał głos. – Przyrzekam, to będzie warte stracenia maksymalnie trzech godzin podczas których mógłbyś grać w Heroes III.
- Ju… Już schodzę – mruknąłem do telefonu.
- Dobrze, czekam – powiedział z zadowoleniem głos. – Czekam pod drzwiami. Pośpiesz się – po czym rozmowę rozłączono.
Zapisałem grę i wyłączyłem (nawet podczas największego zagrożenia mam głowę na karku) i wyłączyłem komputer, jednocześnie drugą ręką zapinając guzik dżinsów i wymyślając sobie od kretynów. Bo jak mogłabym być tak głupi? Niby kojarzyłem ten głos, ale może to złodziejka lub agentka mafii. Na wszelki wypadek wziąłem z kuchni największy nóż i ostrożnie otworzyłem drzwi.
Przede mną stała dziewczyna. I to nie byle jaka dziewczyna; to była Milla Evans, jedna z najpopularniejszych i najładniejszych dziewczyn w Hollywood Arts; miałem z nią zajęcia z aktorstwa. Teraz z nieukrywanym zdziwieniem patrzyła się na nóż, którzy trzymałem w ręce.
- Nóż? – spytała po chwili; całe zdziwienie jakby z niej wyparowało. – Miałeś zamiar mnie zadźgać?
- Nie, ja… - zacząłem, ale po chwili uświadomiłem sobie że moje wyjaśnienia by mnie tylko pogrążyły. – Nieważne. Zostawię go tu – westchnąłem, kładąc nóż na półce w hallu tuż koło drzwi.
- Okej – odpowiedziała niepewnie, ale po chwili znowu stała się spokojna. – Oh, właśnie, pewnie się zastanawiasz czemu tu jestem, i to tak późno.
- To chyba nie dziwne – mruknąłem. – Nawet nie wiedziałem że znasz moje imię.
- Tja, przepraszam za tą ignorancję – powiedziała Milla pogodnie i uśmiechnęła się do mnie lekko (powiedziałem że nie ma sprawy ale chyba nie dosłyszała). – Mam do ciebie sprawę.
- Do mnie? – zdziwiłem się. – Mówisz serio czy przegrałaś z kimś zakład?
Skrzyżowała ramiona na piersiach i popatrzyła na mnie z dołu; dosięgała mi zaledwie do klatki piersiowej, może przez to że nie miała szpilek tak jak zazwyczaj w szkole.
- Zacznijmy od tego, że się nie zakładam – zaczęła. – Poza tym, nie wykorzystuję ludzi od tak sobie. A po trzecie, miło by było gdybyś wsiadł do mojego auta, bo jest mi chłodno.
Skinąłem głową; wiedziałem że zachowuję się jak idiota, bo przecież znałem ją tylko z widzenia, ale coś kazało mi za nią iść (ludzie nazywają to zazwyczaj instynktem, ale teraz to było bardziej coś jak głupota).
Wsiedliśmy do jej auta, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy; nie było nawet zamknięte.
- To dlatego się śpieszyłam – wyjaśniła Milla. – Wiedziałam że niby się nic nie stanie, ale wiesz, stres zawsze jest.
- No tak – mruknąłem. Nie wiedziałem jak to jest; nie mieliśmy nawet samochodu rodzinnego, w przeciwieństwie do 90% ludzi w Los Angeles.
- No, w każdym razie – zaczęła Milla – Znasz mojego chłopaka Jamesa, prawda? – skinąłem głową. – No tak, uhm… prześladuje cię – powiedziała niezręcznie, ale kontynuowała. – Dowiedziałam się że mnie zdradza. I chcę mu dać nauczkę za to, co zrobił nie tylko mi, ale innym uczniom. Jest irytującym dupkiem i czas na jego karmę – uśmiechnęła się diabelsko, co kompletnie nie pasowało do jej uroczej twarzy.
- Jaki masz pomysł? – spytałem, nie będąc pewien czy w sumie chcę go usłyszeć.
- Cóż, zaraz będziemy realizować pierwszy punkt mojego planu – odparła tajemniczo, przekręcając klucz w stacyjce.
- Mogłabyś go skrócić? – spytałem nieśmiało. Milla nacisnęła pedał gazu i samochód ruszył.
- Mam zamiar uczynić z życia Jamesa koszmar – zaczęła wyjaśniać. - Zaczniemy go starym, klasycznym szantażem. Właśnie jedziemy do jego domu, gdzie wdrapiesz się z tyłu na dach i zrobisz zdjęcie jak on i ta okropna dziewczyna się pieprzą. Będziesz miał na to dokładnie trzy minuty, potem ja zadzwonię do drzwi i odciągnę od ciebie uwagę, bo James zejdzie na dół i mi na pewno otworzy, a tą dziewczynę ukryje w łazience koło pokoju na poddaszu. W tym czasie ty zbiegniesz na dół i uciekniesz tylnymi drzwiami, a dwie minuty później spotkamy się przy moim aucie. A potem będziemy mogli robić praktycznie wszystko, bo zagrozimy mu że jeżeli zgłosi to na policję fotki z tym porno znajdą się na poczcie mailowej szkoły do której zdaje, jego mamy i wszystkich jego znajomych. Za każdym razem gdy mu coś zrobimy, zranimy go mentalnie, zostawimy mu kartkę z zasadą bycia dobrym człowiekiem, przez to będzie bardziej filmowe. Ogółem będzie trzynaście takich akcji, a po nich James będzie kompletnie innym człowiekiem, lub po prostu będzie załamany nerwowo – zakończyła triumfalnie.
Popatrzyłem na nią w milczeniu.
- Wiem, jestem genialna – oświadczyła nieskromnie, uśmiechając się szeroko.
- W zasadzie, w twoim planie jest mnóstwo luk – mruknąłem.
- Naprawdę? Ja nie widzę żadnych – odpowiedziała spokojnie, patrząc na ulicę. Skręciła w tą długą uliczkę gdzie mieszkają najbogatsi ludzie.
- Po pierwsze, jego rodzice – zacząłem. – Po drugie, tam pewnie będą kamery. Po trzecie, nie jestem Spidermanem. A po ostatnie, skąd wiesz że tam akurat są? Nie jesteś jasnowidzem.
- Po pierwsze – odpowiedziała mi – jego rodzice są na bankiecie, razem z moimi. Po drugie, mam genialnego znajomego, który na dwanaście godzin wyłączył system wszelkich kamer na tej ulicy za niewielką opłatą. Po trzecie, bardzo łatwo tam wejść, ja i James często tam wchodziliśmy oglądać gwiazdy, i to wcale nie przez poddasze, bo chciałam trochę więcej emocji. A po czwarte, możesz uznać że mam szósty zmysł bo wiem że dokładnie tak będzie, ale możesz nazwać to też niesamowitą znajomością małego móżdżka Jamesa. Widzisz, ten plan jest pozbawiony jakiejkolwiek hamartii*.
- Dlaczego ty tego nie zrobisz? – spytałem cicho. – Sama? Czy tak nie będzie bezpieczniej?
- Wybrałam cię – odpowiedziała mi równie cicho i zatrzymała się koło krawężnika. – Wybrałam cię żebyś mi pomógł, bo jesteś dostatecznie inteligentny i przyjemny…
- Przyjemny? – przerwałem. – Naprawdę?
- Nie mogłam znaleźć słowa – przyznała Milla. – Jesteś, hm, pomysłowy. W każdym razie, byłaby z nas epicka drużyna, i moglibyśmy sprawić że James zostałby należycie ukarany… ta dziewczyna zresztą też. Prześladował cię przez ostatnie dwa lata – spojrzała na mnie nieśmiało. – Przepraszam, że nigdy nie reagowałam.
- Nie wiedziałem że ktoś w ogóle o tym wiedział – odpowiedziałem.
- Wiem bardzo dużo – odpowiedziała Milla i uśmiechnęła się. – To co, wchodzisz w to?
Popatrzyłem na nią z zastanowieniem. Patrzyła się na mnie tymi gigantycznymi oczami, a dołeczek w jej policzku był widoczny jeszcze bardziej niż wcześniej.
- A mam inny wybór niż się nie zgodzić? – spytałem, uśmiechając się.
Poklepała mnie po ramieniu.
- Wiedziałam że się zgodzisz.
- Co… - zacząłem.
- Shh – uciszyła mnie. – Nie czas na gadanie, bo właśnie wcielamy w życie mój Plan.
Wysiedliśmy z auta i popatrzyliśmy na ogromny, piękny, biały dom.
- Zadanie czas zacząć – wyszeptała Milla a ja wziąłem głęboki wdech.
*hamartia - skaza.
JUŻ KOCHAM TO FF!!!! :D
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie piszesz i będę czytała!
Co do rozdziału... Mega! :D
Czekam na następny! :D
@OlcirekLove1D
http://lecieldelaterre.blogspot.com/
jeju jxnchvbjzhclbvjlhs idealny!
OdpowiedzUsuńświetny pomysł na fabułę no i oczywiście świetnie napisany rozdział
ah nie mogę się już doczekać co się będzie działo w kolejnych, więc pisz dalej i mam nadzieję, że skończysz pisać to ff.
@kaylja
http://destroyedfanfiction.blogspot.com/
Super! Przeczytałam i jestem zła, że skończyłam. Strasznie ciekawi to co będzie działo się w dalszych rozdziałach, chociaż to dopiero pierwszy a ja już chcę więcej i więcej. Życzę weny i powodzenia aniołku <3
OdpowiedzUsuń@LouissIsMyAngel
super
OdpowiedzUsuńNaprawdę wspaniały rozdział i wspaniały pomysł na fabułę bloga. Jeszcze chyba nigdy nie czytałam tego typu opowiadania i muszę przyznać, że wyszło Ci to fenomenalnie. Chociaż nie przepadam za czytaniem długich opisów, to Twoje czytało mi się z wielką przyjemnością.
OdpowiedzUsuńI mimo, że nie widzę Ariany jako dziewczyny o takim charakterze jak w tym rozdziale (ponieważ jest ona zbyt słodka) to ponownie muszę przyznać, że wybrałaś świetnych bohaterów.
Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału
aolifvidafonivolvf
Jestem taka ciekawa co się dalej potoczy
Pozdrawiam i mocno ściskam
@harryzqveenx
ps. Mogłabyś informować mnie o kolejnych rozdziałach na twitterze na ten username powyżej ? Z góry bardzo Ci dziękuję x
dawaj nastepny rozdzial!
OdpowiedzUsuńwow to jest naprawdę dobre! W dodatku masz bardzo fajny styl pisania. Czekam na kolejny rozdział xx
OdpowiedzUsuń@localhemmo
To chyba pierwsze ff, które mnie szczerze zaciekawiło.
OdpowiedzUsuńZaintrygowałaś mnie, naprawdę. Troszkę szybko "ruszyłaś" z całą akcją, ale mimo to podoba mi się. Masz naprawdę lekki, przyjemny styl pisania, łatwo, szybko się czyta i naprawdę wciąga, aż zapragnęłam, żeby ten rozdział był o wiele dłuższy.
Szczerze to bardzo ciekawi mnie, jak dalej to pociągniesz. Mam wrażenie że ten plan zemsty na byłym Mili jest tylko jednym z wątków. No i oczywiście zastanawia mnie to, czemu nazwałaś to ff akurat "13 rules", ale to chyba okaże się w kolejnych rozdziałach. :)
I jeszcze wielki plus za dobranie bohaterów! Strasznie podoba mi się Ariana w roli takiej złej dziewczyny, a połączenie jej i Luke'a - świetne! :)
Życzę duuuużo weny, czekam na kolejny rozdział, świetna robota misiu :)
@liarariana